Blood Bowl: Menedżer Drużyny – Recenzja #18

Autor | 6 września 2014

Blood Bowl to najpopularniejszy sport w całym Starym Świecie (i nie tylko!), który przyciąga przed czarowników Cabalwizji miliony widzów z każdego zakątka globu. Tak, proszę państwa, nawet Mroczne Elfy z Naggaroth oglądają retransmisje rozgrywek! Jeśli więc nigdy nie słyszeliście o tej rozrywce, to pora nadrobić zaległości. Chyba, że wolicie spalić się ze wstydu przy okazji kolejnej wizyty poborcy podatkowego, który z pewnością napomknie o aktualnym stanie Ligi…

Jeśli jednak jesteście wiernymi widzami, którzy z przyjemnością rozmawiają o ostatnich najbrutalniejszych zagrywkach tuż po wizycie w świątyni Sigmara, złożeniu krwawej ofiary Khornowi, czy rozłupaniu głowy jakiegoś snotlinga, to – jestem pewien – nie raz marzyliście, by zostać jednym z wpływowych menedżerów najpopularniejszych drużyn Ligi.

Dziś spełnią się wasze marzenia, bowiem, dzięki wydawnictwu Cabal Workshop, pod każdą strzechę, do każdego szałasu i do każdej jamy, trafić może gra karciana…

Blood Bowl: Menedżer Drużyny

Jako menedżer jednej z sześciu najpopularniejszych drużyn biorących udział w rozgrywkach prestiżowej Ligi Blood Bowl, naszym zadaniem będzie nie tyle poprowadzenie zespołu do zwycięstwa, co zgromadzenie największej liczby fanów i kiboli. Bez nich nie ma reklamy, a bez reklamy – hajsów na dostatnie życie i dalszy udział w Lidze. Aby stać się najpopularniejszym, będziemy musieli zadbać o pozyskanie światowej sławy zawodników, rozwinąć niecodzienne umiejętności drużyny i rozbudować towarzyszący nam sztab ekspertów, trenerów i doradców.

Rozgrywka składa się z pięciu tygodni, w trakcie których odbywają się standardowe mecze oraz trzy specjalne turnieje – dwa losowe w pierwszym miesiącu i finałowy turniej o Puchar Blood Bowl. W każdym tygodniu decydować będziemy, który z puli dostępnych nam na ręce zawodników zagra w danym meczu, dzięki czemu będziemy mogli zdobywać kibiców i możliwości rozwoju drużyny. Już sam udział w meczu daje jakiś bonus, trzeba się tylko pilnować, by wszystkich naszych zawodników nie skopano z murawy, bowiem wtedy inny menedżer może wykorzystać chwilowo puste boisko i wprowadzić tam swoich graczy. Sędzia nie zauważy.

Każda z sześciu frakcji posiada dwunastu początkowych zawodników, z których blisko połowa to zwykli, identyczni liniowi. Wśród pozostałych, choć zbliżonych rolą, występują już różnice, pasujące do rasy. Początkowa talia składa się z dwunastu zawodników, podzielonych na kilka ról. Wszyscy zawodnicy liniowy są tacy sami, natomiast miotacze, łapacze i napastnicy różnią się już jedną czy dwiema cechami pomiędzy rasami, dzięki czemu nadają im unikalny charakter. Każda drużyna ma również w swoich szeregach jedną, zwalistą, kupę mięśni – czy to w postaci ogra, czy to minotaura.

Resztę talii buduje się już podczas gry, zatrudniając Gwiazdy Ligi Blood Bowl – wyjątkowych zawodników z niespotykanymi umiejętnościami. Część z nich jest neutralna, a część „frakcyjna”. Gwiazdy, tak jak i drużyny, podzielone są na dwie dywizje: Old World Association, zrzeszająca ludzi, krasnoludy i elfy oraz Chaos Wastes Confederation trzymająca pieczę nad orkami skavenami i wyznawcami chaosu. Dzięki temu unika się sytuacji, kiedy po stronie „dobra” gra ktoś do szpiku kości przesiąknięty złem. Albo żądzą mordu i rozłupywania czaszek.

Pora jednak, by przyjrzeć się bliżej drużynom! W związku z tym przygotowaliśmy dla was niespodziankę – poprosiliśmy kilka gwiazd o komentarz na temat drużyny, z której się wywodzą.

Reiklandzcy Rozbójnicy

No i my ten, no, wszechzestronni jesteśmy, tak kapitan zawsze mówił. Że, jak to ludzie, niby we wszystkim my dobrzy i wszystko partolim! Tak mówił, jak my przegrywali. A jak wygrywaliśmy, to pił, a my nie mogliśmy. Takie były zasady, a zasad trzeba się trzymać, w końcu to my, ten, ucywilozo… uczłowieczyli tę grę, tak mówił kapitan. Ćwiczyli my i jak podać piłkę, i jak kopnąć kogo żeby sędzia nie gwizdał za często, i co gadać takim, jak wy…

Cornelius Krieg

Strażnicy Uraz

Największe twierdze, najmocniejsze pancerze i najlepsze plany obronne to domena wszystkich krasnoludów, chłopcze. Nic dziwnego więc, że nasze drużyny, w tym i Strażnicy, są najlepsi w obronie. Ale niech Cię to nie zmyli… pewnie poznajesz ten irokez. Spójrz mi w oczy, dzieciaku. Gołymi rękami zabiłem trolla więc taki chłystek, jak ty, czy ten tam spiczastouchy goniec, to zjadam na śniadanie. Hahaha, alem cię nastraszył, nie? Tyle tu bestii, że nawet na Ciebie nie spojrzę…

Szpiczas McSzpila

Mściciele Athelornu

Hummf, elfowie szybcy są i zręczni. Grają piłką, hummm, a nie siłą, tak, jak święta tradycja nakazuje. Ale to nie znaczy, że są słabi! Nie, nie, i to nie tylko ja, potężny drzewiec z Athel-Loren. W meczu piłka będzie ich, i ziemia będzie ich. Nie oddadzą ani skrawka, nie – dopóki ja stąpam!

Zakorzeniony Silny Konar

Horda Skavenblight

Tsik-tsik, ty lepiej uważać, z nami nie ma lekko! Patrzysz w lewo, my już z prawo! Rach-ciach, szybciej, śmieszny człowieczku, szybciej! Skaveny szybkie! Skaveny wszędzie! Nawet nas nie zauważysz… Hop-siup i już gdzie indziej. A jak przegramy? Pożywka dla szczurów zostanie więc wcale nie przegramy.

Znik-Podkradek

Oczodłuby

Śmiszny człowieczek, pyta Twarzogniota o piłkę? Twarzogniot miszcz! Twarzogniot najlepszy ork. Inne orki może silniejsi, ale ja być poświęcony przez Gork i Mork! Ja mieć nie tylko mięśnie, ale i umieć złapać piłka! Ja wiedzieć, co z nią zrobić! Bo tak to Oczodłubasy tylko oczy dłubią, przeciwnikom, hie hie. I rozłupują czaszki. I gniotą twarze! WAAAAGH!

Twarzogniot

Sławy Chaosu

Widzicie, mecz jest bowiem analogią naszego świata. Są krwawe ofiary, jątrzące się rany, przyjemność z oglądania i zawsze niepewny wynik, wiszący na włosku, zależny od Losu. Sytuacja się zmienia, tak jak i my się musimy zmienić, dostosować, by wygrać. Czyż tak nie wygląda wasze życie, ludzie? A wszystko to ku chwale Chaosu!

Morkai Zmiennokształtny

Dziękujemy bardzo wszystkim zawodnikom za jakże wyczerpujące odpowiedzi! Powiedzcie swoim znajomym, że na kartach w pudełku mogą znaleźć jeszcze więcej cytatów ich ulubionych gwiazd! Lećcie i kupujcie!
Powróćmy jeszcze do zawartości pudełka, bowiem Cabal Workshop uraczyło nas również straszliwie losowym sposobem na rozwój naszej drużyny. Czasem w nagrodę za udział lub zwycięstwo w danym meczu, Menedżer, będzie mógł pociągnąć karty z talii rozwinięć ogólnych (dostępnych wszystkim) lub drużynowych.

Do zespołu przyłączyć między innymi maga, który z trybun będzie miotał ognistymi pociskami w przeciwników, medyków, czy trenerów wszelkich umiejętności, począwszy od oszukiwania, a kończąc na ofensywie. Otworzyć można biura ds. personalnych, sklepiki z pamiątkami, zawrzeć umowy reklamowe… Jest tego sporo, a wszystko to w ten lub inny sposób przelicza się na więcej kibiców. Rozwinięcia drużynowe są za to nieliczne (po pięć na zespół), ale bardzo dobrze wpisują się w charakter drużyny, podkreślając jej mocne strony – wszechstronność ludzi, defensywę krasnoludów, czy brutalność orków.

Podsumowując, możliwych do zdobycia rozwinięć jest sporo, a ponieważ dobiera się je losowo, to nie ma co liczyć na szybką powtórkę z rozrywki. Płaci się za to oczywiście pewną cenę, dość dużą w przypadku Blood Bowla – brak balansu i sprawiedliwości. Ktoś może trafić idealne kombo, a ktoś inny dwie negujące się karty (to niezwykle rzadkie, ale udała mi się ta sztuka!). Szkoda, że rozwinięć nie podzielono na kategorie zawierające coraz mocniejsze umiejętności, a do których dostęp odblokowywałby się w kolejnych tygodniach rozgrywki…

Przyszła w końcu pora, by zareklamować ostatni już – i najważniejszy – element gry. Mecze, tak, proszę państwa, w waszych rękach składamy możliwość wzięcia udziału w największych, najbardziej znanych turniejach Ligi Blood Bowl, a także wszystkich meczach, które odbywają się w trakcie sezonu. Ponieważ mecze to sparingi między dwoma drużynami, to na boisko wejść mogą tylko… tak, dwie drużyny! Orcza matka byłaby z Ciebie dumna. Trzeba się więc spieszyć, by wysłać swoich zawodników tam, gdzie zdobyć możemy najciekawsze nagrody… albo można liczyć, że miejsce na boisku zwolni się „samo”.

Każdy zawodnik, którego wystawicie do gry, ma przypisaną wartość jego Sławy, a ten, kto zgromadzi sławniejszych graczy i dokona sławniejszych czynów, zwycięży w meczu. Zawodnik wchodząc na boisku ma swoje pięć minut, w trakcie których może oklepywać mordy adwersarzy (za co kochamy ten sport!), przejmować piłkę, by zdobyć cenne punkty, ochraniać towarzyszy i używać wszystkich pozostałych specjalnych umiejętności, a jest z czego wybierać. Co najlepsze, każdy zawodnik ma swoje miejsce na boisku. Nawet zwykły liniowy może zadecydować czasem o wyniku meczu, choć oczywiście sytuacji, w której mamy całą czwórkę tych leszczy na ręce, nie ma co liczyć na zwycięstwo. Trzeba więc dobrze planować kiedy, kogo i gdzie wystawić, a przede wszystkim – reagować na ruchy przeciwników.

Niestety, poza zawodnikami, po murawie lubi biegać także sędzia, od czasu do czasu odgwizdujący jakieś pierdoły. Każdy z zawodników, który złamał zasady gry (jakie zasady?!) zwiększa swoją szansę na bycie dostrzeżonym przez sędziego… albo przez żądnych krwi kibiców, których może w ten sposób przeciągnąć na stronę swojej drużyny. To bardzo elegancki mechanizm, który doskonale oddaje ducha rozgrywek znanych wszystkim z Cabalwizji.

Tym, co jest najczęściej dostrzegane przez fanów i sędziów, są oczywiście brutalne zagrywki i krwawe walki. O ich przebiegu decyduje Sława atakującego i jego celu, ponieważ w brutalnym świecie, w którym przyszło nam żyć, siła i sława idą w parze, a łatwiej pobić kogoś słabszego. Jeśli więc zdecydujemy się na atak, o ile oczywiście zawodnik ma taką możliwość, to bierzemy kostuchy w dłoń i modlimy się do Ranalda. A kości mają to do siebie, że lubią być losowe, dokładnie tak, jak zmagania na boisku. Jeśli ktoś jednak ma alergię na losowość, to mam kolejny powód by sięgnąć po inne produkcje Cabal Workshop. Prosimy jednak o zgłoszenie każdej takiej osoby do lokalnego przedstawiciela Inkwizycji na rutynową kontrolę.

Do kogo więc skierowana jest ta pozycja? Do każdego fana Blood Bowl, oczywiście! Gwarantuję, że w każdej karczmie, w każdym zakątki Imperium, znajdziecie kogoś chętnego do gry przy kuflu krasnoludzkiego piwa. Jako menedżer trzeba trochę pogłówkować, w końcu nie bez powodu to praca nie dla każdego, a także mieć trochę szczęścia. Ale bez niego nikt sobie nie poradzi w Starym Świecie…

Estetyka: 4+/5 – Strasznie podobają mi się ilustracje, ociekające futbolowo-warhammerowym klimatem. Ale to, co naprawdę podbija ocenę, to wszechobecny humor. Autorzy musieli mieć mnóstwo zabawy wymyślając cytaty zawodników, a ja dzięki temu mam frajdę za każdym razem, jak spojrzę na kartę :D

Bebechy: 3-/5 – Mechanika jest bardzo prosta, ale pozwala pogłówkować nad odpowiednim rozesłaniem zawodników. Losowość nie jest strasznie dokuczająca – nie słuchajcie Macoka, który co chwilę marudzi na rzuty, a potem i tak wygrywa ;) Niemniej, minus się należy za brak balansu w umiejętnościach, potęgowany losowym ich doborem w losowych momentach. Skaveny z ich punktowaniem nawet przegranego meczu są imba, jeśli zdobędą tę umiejętność na początku…

Frajda: 4-/5 – Nie jest to może najbardziej wyszukana lekka gra strategiczna, ale ocieka humorem i fantastycznym klimatem warhammerowego Blood Bowla. Jeśli komuś zatem nie odpowiada sam pomysł na rozgrywki krwawego futbolu amerykańskiego pomiędzy orkami a elfami, to pewnie gra mu się nie spodoba – jest mnóstwo innych, co najmniej równie dobrych lekkich strategii. Mi odpowiada, i dlatego lubię od czasu do czasu poturlać sobie kostkami i poprzeklinać pod nosem na rozwinięcia. I pokazać wszystkim, jak rozłupywać czaszki, żeby sędzia nie zauważył!

Killian

Dodaj komentarz