Drugi majowy turniej Netrunnera – (mini)relacja

Autor | 7 czerwca 2015

Śląska scena się powoli ponownie rozkręca, o czym świadczy kolejny, lokalny miniturniej. Tym razem organizatorem i dawcą nagród był Wikary – dzięki!

Do boju wziąłem bardzo podobne talie do tych, co ostatnio. Główną zmianą był Refractor u Hayley (zamiast tego nieszczęsnego Study Guide’a) i trochę inna kompozycja ICE’ów w NEXT Design, ale większych rewolucji nie było. I to był błąd, ale nie uprzedzajmy ;-)

Runda 1 – Dawciu

Nie wiem czemu, ale gdy gram z Dawidem, to zwykle nie potrafimy wyrobić się w czasie. Niezależnie od tego, czym gramy :P Jednak dzięki temu, że Maciek spóźnił się pół godziny, to nie mieliśmy problemu z dograniem do końca. Przed regionalsami trzeba będzie jednak poćwiczyć… Wróćmy do gry. Nie pamiętam, czy zacząłem korpem, czy runnerem, zaczniemy więc od mojej wtopy – NEXT vs Leela.

Podobnie, jak na ostatnim turnieju, Leeli od początku brakowało ekonomii. Dało mi to fałszywe poczucie bezpieczeństwa, przez co trochę za bardzo pospieszyłem się z punktowaniem agend… albo byłem nimi zawalony już po mulliganie? W każdym razie, spłukałem się trochę przez to. Jedna tura kopania więcej i kto wie, może potoczyłoby się to inaczej… Oczywiście nie pomogła mi też umiejętność Leeli, która mocno spowalnia korpa. A to jest coś, co boli moje serce, kiedy gram rushowym deckiem… Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że nie zrobiłem Obowiązkowych Ulepszeń, przez co, gdy Dawid w końcu się wzbogacił i biegał swobodniej, to nie miałem już opcji na fast advance. Skończyło się wtopą.

W drugim meczu zmierzyłem się moim stealthem z Blue Sunem. Akurat jak wywaliłem pancerz z decku, to (prawie) wszyscy przynieśli weylandowe kill-decki… Jak na mnie, to zacząłem bardzo szybko biegać na serwery Dawida. Pomógł mi w tym fakt, że Dawidowi często zdarzało się ustawić jakiś ICE za Courtain Wallem, przez co ten tracił bonus do siły. Tak to jest, jak się gra jakimś deckiem pierwszy raz :-P Niemniej brakowało mi jakiegoś mocniejszego łamacza barier. Może wezmę Breacha, skoro z R&D Interfejsami i tak co chwilę biegam na serwery centralne?

Runda 2 – Jander

W drugiej rundzie trafiłem na Jandera, co automatycznie oznaczało „nie będzie łatwo” – w końcu miałem do czynienia z mistrzem warszawskich Regionalsów ;-) Zacząłem korpem i ucieszyłem się, bowiem mój przeciwnik biegał Hayley podobną do mojej, a to oznaczało długie rozkładanie się, nim będzie gotowy do wygrania gry (stealth, jak zdąży się rozkręcić, to potwór). Mój rushowy NEXT miał więc spore szanse na zwycięstwo, a do tego podeszły mi karty – zacząłem z mnóstwem lodów i dobrą ekonomią, dzięki czemu błyskawicznie zdobyłem cztery z siedmiu punktów. Niestety dzięki podwójnej instalacji rig Hayley rósł w oczach, a ja traciłem powoli początkowy impet. Zdobyłem jeszcze dwa punkty, nim nie było serwera, na który nie mógł wejść runner, po czym przegrałem. Zdecydowanie brakowało mi zapunktowanych Manatory Upgrades, które pozwoliłyby mi zdobywać kolejne punkty bez możliwości skontrowania tego przez runnera (Jander grał bez Clota). Ta gra nie obfitowała w jakieś niesamowite zwroty akcji czy zagrania – był to czysty wyścig, nim rozwinie się Runner.

W drugiej grze Jander wyciągnął Blue Sun (drugie na turnieju) i już wiedziałem, że będzie ciężko – wielkie bariery to coś, z czym mój stealth nie radzi sobie aż tak wydajnie, jak z pozostałymi rodzajami LODów. Trzeba pomyśleć nad jakimiś zmianami – może faktycznie wziąć Breacha? Niemniej jednak, prawdziwa zabawa zaczęła się w drugiej połowie gry – pierwsza była zdominowana przez standardowe, bluesunowe zagrywki – Courtain Walle i cofanie ich na rękę. W końcu jednak na jednym ze zdalnych serwerów zaczął rozwijać, rozwijać i rozwijać jakiś projekt. Kiedy Jander położył piąty awans i ciągle go nie zapunktował, to od razu domyśliłem się, co mnie czeka (i zacząłem się głupio śmiać) – Government Takeover i Punitive Counterstrike. I skończył mi się jakiś sensowny pomysł na grę. Najgorsze było jednak to, że mój przeciwnik na ręce miał maksymalnie jednego punitiva, który z Box-E by mnie nie zabił. O tym przekonałem się w desperackim biegu na R&D w ostatnim kliku. Mogłem zaryzykować wcześniej – przynajmniej nie dałbym Weylandowi przejąć władzy ;-)

Runda 3 – Zombiak

W ostatniej rundzie spotkałem się z Zombiakiem, który rozpoczął od gry innym deckiem, niż oststnio – Chaos Theory z London Library, Autoscripterem, Femkami i „dużymi” łamaczami. W grze ze mną skupił się jednak na wykorzystaniu Femek, przez co brakowało mu czasu na rozwinięcie riga. Gdy już postawiłem po cztery tanie NEXTy na każdym serwerze, wiedziałem, że nie mam się czym martwić przez kilka tur. Zapunktowałem Mandatory Upgrades (jedyna gra, w której wyszła mi ta sztuka), a potem poszło już z górki – w tak małym decku Chaoski ciężko było wcisnąć jeszcze Clota. Grałem kiedyś podobną talią, moja wersja jednak pozbawiona była możliwości wywarcia aż tak szybko presji na korpie. Trzeba będzie jeszcze poeksperymentować z tym deckiem – wydaje się ciekawy.

W drugiej grze Zombiak wyjął swoje The Foundry z Twinsami, którym ostatnio mnie zabił. Nie wiem, czy zmieniło się coś w jego decku od ostatniego turnieju. Jeśli tak, to nic drastycznego. Wymiana Study Guide’a na Refractora spowodowała jednak, że nie spodziewałem się ponownie zginąć. Pojawił się za to problem zupełnie innej natury – nim zdążyliśmy się rozkręcić, skończył się czas i przegrałem wynikiem 4-2. Było blisko :-P

Zaskakująco, cały turniej wygrał Jander – gratulacje! Zrzekł się też wygranej maty na rzecz drugiego miejsca, dzięki czemu Dawid wyszedł z Goblina bardzo zadowolony. Drugie i trzecie miejsce zgarnęły dodatkowo pudełka z Silhouette. Wszystkie nagrody pochodziły ze Spring Championship Kita, czy jakkolwiek się to cudo nazywa. Nagrody godne większej frekwencji, dlatego zapraszam wszystkich z okolic Śląska na nasze regionalne turnieje w Katowicach ;-)

Killian

Dodaj komentarz