Eldritch Horror: Potwory w Tokio i DLC w planszówkach – Szorty #3

Autor | 1 sierpnia 2014

Zagrałem ostatnio kilka partii w Eldritch Horror, grę kooperacyjną osadzoną w świecie stworzonym przez Lovecrafta, w której musimy znaleźć sposób na powstrzymanie jednego z Wielkich Przedwiecznych (między innymi znanego wszystkim Cthulhu), by w ten sposób uchronić ludzkość od zagłady. Jest to młodszy brat Horroru w Arkham, który ma już 9 lat i cierpi na kilka mechanicznych problemów.

Po pierwszych dwóch partiach byłem nim zachwycony. Szybka i łatwa do wytłumaczenia rozgrywka, bardzo eleganckie rozwiązanie kwestii ekwipunku i wylewający się z każdego miejsca klimat (nawiązania do opowiadań są na każdym kroku) kupiły mnie od razu. Tym bardziej ucieszyłem się, gdy po śmierci jednej postaci bardzo szybko można wrócić do gry następcą, bez smętnego siedzenia i bycia bezużytecznym przez pół godziny. To duży plus.

Pierwszy zgrzyt nastąpił po trzeciej partyjce. Każdy z Przedwiecznych ma własną talię Spotkań Badawczych, które wykorzystywane są przy zbieraniu wskazówek. Wskazówki potrzebne zaś są czasem rzadziej, a czasem częściej – zwykle jednak częściej. A talia ma raptem osiem (osiem!) kart. Tyle co nic. Przy trzech graczach nie ma problemu przez nią przejechać, a wtedy zaczyna się ratowanie tego samego bachora, czy spotykanie tego samego staruszka… ale na drugim końcu świata.

Problem rozwiązuje pierwszy dodatek, który potraja (!) liczbę kart dla każdego Przedwiecznego. Gra mi się spodobała więc pewnie i tak bym kupił do niej dodatek, w obecnej chwili czuję się jednak do tego zmuszony, żeby móc cieszyć się pełnoprawnym produktem. Jasne, da się grać bez niego, ale wtedy lepiej nie grać w więcej niż 2-3 osoby raz na parę tygodni… A mam ochotę na więcej :(

Trochę przypomina mi to sytuację na rynku gier komputerowych i wszechobecne DLC, które zwykle są sprzedawane za niemałe pieniądze, z wyciętą przed premierą zawartością gry. Jasne, często da się pograć w taką grę z przyjemnością, ale zawsze pozostaje to poczucie, że czegoś brakuje. Szkoda, że przenosi się to na rynek gier planszowych. Nie mam nic przeciwko „więcej tego samego” w dodatku (jak na przykład w Suburbii), o ile tylko podstawka spełnia moje oczekiwania. Da się przecież zrobić dobry dodatek do, wydawałoby się, kompletnej gry. Na myśl przychodzi mi tu Lost Legion do Mage Knighta, który fajnie by było, gdyby kiedyś pojawił się w polskiej wersji językowej…

Na zakończenie tego marudzenia pobawię się we wróżbitę i przepowiem, po konsultacjach z Wiecznie Skampionym Macokiem, że w niedalekiej przyszłości FFG uraczy nas dodatkami zwiększającymi wpływ dżungli i mórz na grę w Eldritchu. Dlaczego? Bo obecnie jest z nimi jedna wielka bida. Wszystko, co ciekawe, dzieje się zwykle w największych miastach, reszta pól służy tylko do tego, by utrudnić ruch (to dobrze) i zapewnić miejsce dla kilku wydarzeń. Wystarczyłoby zrobić specjalną talię spotkań w dżungli i na morzu, które można by wybrać zamiast tych ogólnych, pozbawionych całkowicie wyrazu. Prędzej czy później, jakoś to rozwiążą, jestem przekonany.

Killian

Jeden komentarz do “Eldritch Horror: Potwory w Tokio i DLC w planszówkach – Szorty #3

  1. Pingback: X-COM: The Boardgame – Gen Con – Szorty #4 - DWLC - blog planszówkowy

Dodaj komentarz