Gnomi Netrunner A.D. 2015 – relacja z turnieju

Autor | 6 stycznia 2016

Po serii wypadów do Wrocławia, wypadało w końcu zorganizować jakiś turniej Netrunnera na naszej ślunskiej ziemi. Zadania tego podjął się Jander. I tak, jakoś w pierwszej połowie grudnia, spotkaliśmy się na ubitej ziemi w Innym Wymiarze – klubie gier wszelakich.

Kiedy piszę ten tekst,od turnieju minęły już wieki, ale cóż – święta nie wpływają zbyt dobrze na ilość wolnego czasu ;-), dlatego też mogą się w nim pojawić jakieś luki, za które z góry przepraszam.

Turniej Netrunnera w Innym Wymiarze

Zacznijmy, tradycyjnie już, od talii, które zabrałem ze sobą. Ciągle nie miałem pomysłu na runnera (i kiedy to piszę, to dalej nie mam…), padło więc na big-rig Chaoskę, która miała nieść kaganek oświaty wspierając się Multithreaderami. Wszystko to zostało wsparte ekonomią w postaci Magnum Opus (damn, to chyba moja ulubiona karta z podstawki Netrunnera), z dodatkiem Dinozaura (który miał ewoluować w Corrozaura albo Shrikozaura, w zależności od okoliczności). Gdzieś w końcu trzeba wszystkie te zabawki poskładać. Wyszedł z tego taki standardzik, który spisałby się pewnie ciut lepiej, gdybym go bardziej ograł.

Po drugiej stronie barykady wybór padł na Wey… uups, jakimś cudem zrobiłem sobie SYNCa i postanowiłem z nim przyjść. Nie ufam za bardzo Keeganowi, (może dlatego, że u nas nikt nigdy nie idzie w tag-me na całego? :<) więc złożyłem sobie takie gówienko z Bioticem, Scorchem i Archived Memories (rany, jaka ta karta jest fajna!). I jeszcze z Psychografikami, ale nigdy ich nie użyłem… Największym problemem było to, że nie wziąłem SEA Source’a albo jakiejkolwiek innej metody aktywnego otagowania runnera. Składając decka pomyślałem sobie, że wystarczy mi to, co mam… Przejechałem się na tym ostro. SYNC okazał się jednak na tyle fajnym i nie-samograjnym deckiem, że możliwe, iż zdradzę jeszcze kiedyś Weylanda…

Na turniej wpadła trójka gości z Wrocławia – Bartek, Jacek i Witek, a także Jarek z Bielska. W sumie było nas dziesięcioro, co jak na turniej poza sezonem jest zadowalającym wynikiem, choć zawsze chciałoby się, żeby grało nas na Ślunsku więcej osób. Tak czy siak, dzięki wielkie wszystkim za przybycie :-)

Runda 1 – DonMakaron

Gry z Witkiem zawsze należą do przyjemnych i tak też było tym razem, choć pojedynku z jego SOLem wolałbym nie pamiętać… Byłem biedny jak mysz kościelna, przez co nie mogłem odciąć zasilania w SanSanie, a to skończyło się dwoma znacznikami na Astro i zescorowanym z ręki Global Foodem. Chyba obaj byliśmy zawiedzeni tą partią, ale to turniej, a nie życie, które jest miłe i przyjemne ;-)

Druga gra była za to fantastyczna. APEX wbijał się gdzie mógł (Faust to świetny łamacz dla niego) i oberwało mi się z Syfonów. W pewnym momencie Witek stwierdził, że dalsza zabawa nie ma sensu i pora zacząć uderzać jeszcze mocniej, zbierając przy tym tagi na potęgę. Psycho nie chciał dojść, tak samo jak Archived Memories, które nadałoby sens Scorchowi w ręce. Po Apokalipsie, która nastąpiła chwilę później, Witek nie wystawił Heartbeata i jakoś tak się stało, że został z jedną kartą na ręce. Nadeszła moja tura. Pierwszy klik – instaluję coś. Drugi – chyba zagrywam jakąś operację. W trzecim albo chciałem zagrać Sweepsa, albo Witek był na tyle uprzejmy, że sam mnie poinformował, że został z jedną kartą na ręce, z wiaderkiem tagów… i tak spaliłem APEXa jednym Scorchem. Najśmieszniejsza śmierć, do której przyczyniłem się w grze :D

Z Witkiem miałem okazję zagrać jeszcze w przerwie turnieju, biorąc udział w „Wyzwaniu Nasira”. Polegało ono na tym, by Nasir pokazał, że ssie jak najpóźniej się dało ;-) A tak na poważnie, to żałuję, że nie bardzo da się złożyć z nim coś sensownego. Sam próbowałem, z miernym skutkiem, bo jeśli wygrywałem, to przez szczęśliwe accessy, a nie talię… A pomyśleć, że raz mnie nawet kusiło, żeby wziąć Nasira na turniej :-P

Runda 2 – Dawciu

Dawciu tym razem nie zostawił decków w domu i przybył na turniej z Kimem z Gang Signami oraz z, jak to go ochrzciliśmy na miejscu, Russian Rig Shooterem – czyli GRNDLem nastawionym na niszczenie programów. Grę z jednorękim rasistą przegrałem bez żadnych fajerwerków. Popełniłem błąd, bo powinienem był wrzucać wszystkie agendy na remote’y i scorować jak najszybciej, a nie bawić się we wtasowywanie nadprogramowych agend Jacksonem. Nauczka na przyszłość.

Rewanżu za bardzo nie pamiętam, poza tym, że Dawciu miał straszliwego pecha do ekonomii (podobnie jak w pierwszej grze). Wszystkie Hedge, Restructure’y i inne tego typu karty siedziały zlepione gdzieś na końcu talii, więc nic dziwnego, że wygrałem runnerem. Szkoda, mogła być z tego lepsza partia, ale z drugiej strony – Człowiek-Remis kontratakuje!

Runda 3 – Jarek

Jarek grał Kenem ( promką z Nationalsów – też ją mam, ha!) i Cybernetics Division – tego drugiego decka bałem się w szczególności, bo jakoś zawsze mam nosa, by wbić się w pułapkę. No i sam zaczynałem moją „karierę” od Personal Evolution więc dobrze wiem, jak łatwo można zginąć, jeśli się nie uważa… w każdym razie dałem Jarkowi zescorować dwie kopie Defective Brainchips, a potem zostałem wykończony trzema neuralami. A coś mi mówiło, żeby wsadzić Feedback Filter do talii…

Meczu z Kenem nie pamiętam, przyznam się bez bicia. Wygrałem go, bo przez pierwsze trzy gry odrodził się we mnie Człowiek-Remis. Ale nic poza tym :-(

Powiększ

ANR_Goblin122015-04
Sabiny na zdjęciach nie złapałem więc będzie takie :P
Runda 4 – Luinloth

Kolejny turniej, kolejna partia z Sabiną, kolejny raz z Hayley i Haarpsichordem ;-)

Korpem wygrałem zanim Hayley się rozłożyła, nic ciekawego. Jeśli dobrze kojarzę, to Astrotrain FTW! Rany, czasem czuję się brudny grając żółtym…

Druga gra była jednak o wiele ciekawsza :> Riga rozkładałem oczywiście wieki, ale Sabina nie była na szczęście zainteresowana szybkim scorowaniem. Miałem zresztą kwiatki i kasę, by wbić się w serwer, nawet jeśli oznaczałoby to wystawienie się na Midseasons… Dobiłem do sześciu punktów i utknąłem – News Teamy to gówno, jakich mało. Ile ja bym dał, żeby Weyland miał tak użyteczną pułapkę we frakcji! Wrrr… Sabina siedziała na czterech punktach, kiedy usłyszeliśmy wyrok: „czas”. W swojej turze pobiegłem, gdzie mogłem i pudło. Zostalem z jednym kredytem, nie stać mnie więc było na Clota ze śmietnika, dzięki czemu Sabina zescorowała Astro z ręki i gg, mamy remis w czasie! Co ciekawe, oboje skończyliśmy przez to turniej z dziewięcioma punktami ;-)

Powiększ

ANR_Goblin122015-08
Jander przyłapany na podbieraniu nagród z puli :P
Runda 5 – Jander

Sorry Jander, ale to gry bez historii – zostałem zdeklasowany i rozłożony na łopatki, szczególnie w grze przeciwko Replicating Perfection, w której notorycznie brakowało mi pieniędzy na wbijanie się w serwer scorujący. Dwa znaczniki na Nisei model 2 i The Future Perfect z dwoma znacznikami na remotce i gg.

Podobnie było w meczu z Andromedą. Za późno znalazłem drugie sentry, by jakkolwiek spowolnić Scyzoryk i szybko straciłem 7 punktów. No i dałem sobie ukraść agendę Inside Jobem, które sam uwielbiam i wrzucam dwie kopie do każdego kryminalisty, którego składam… Ech, trzeba się nauczyć na to grać :>

Turniej minął nam jak zwykle w przyjemnej atmosferze. Podium zajęli, w kolejności: Bartek (Wrocław), Jander (Katowice) i hsiale (Wrocław). Większość pozostałych graczy zdobyła między 8 a 10 punktów – poziom był więc bardzo wyrównany. Z jednej strony fajnie, z drugiej – trzeba przestać grać średnimi taliami i popełniać głupie błędy, żeby w końcu wygrać matę albo jakąś limitowaną promkę (kolejną po moim Gordianie :>).

Killian

Dodaj komentarz