Lords of Waterdeep – Unboxing #5

Autor | 10 października 2014

Dungeons & Dragons zna chyba każdy. A przynajmniej kojarzy ze słyszenia. Choć kojarzy się głównie z grami fabularnymi, czy to tradycyjnymi, czy ich upośledzonymi komputerowymi kuzynami, to Wizards of the Coast nie mogłoby sobie odpuścić planszówkowego kawałka rynku. W ten sposób powstało kilka gier przygodowych, a także lekka strategia, której akcja została osadzona w jednym z ciekawszych miast całego Faerunu. Tytułem tym jest…


Lords of Waterdeep

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to rozmiar pudełka, czyli spory, niestandardowy prostokąt z którym nie wiadomo co później zrobić na półce, i który ciężko się potem przenosi. A gdy weźmiemy już grę w ręce czeka nas kolejne zdziwienie – wtf, co to za wgłębienie pomiędzy przykrywką a spodem pudła? Jest baaardzo dziwna, przy odwijaniu z folii bąbelkowej wystraszyłem się, że pudełko uszkodziło się podczas podróży. A to po prostu taki artystyczno-niepraktyczny bajer, przez który pudełko jest mniej wytrzymałe.

Po zdjęciu pokrywki jest już jednak lepiej. No, nie licząc instrukcji na bardzo cienkim papierze. Ramki z żetonami i kafelkami budynków są odpowiedniej grubości i jakości, nie powinny zbyt szybko ulec starciu. Szkoda tylko, że elementy nie bardzo chciały wyjść z romli – trzeba było użyć trochę za dużo siły, no i zostały na nich odstające ślady po miejscu przyczepienia. Do samowyrzucającego romla z Osadników im daleko. Do samych elementów kartonowych nie mam więcej zastrzeżeń, od razu wiadomo co jest czym. Spodobała mi się szczególnie kasa z charakterystycznymi dziurkami w środku. Obstawiam, że tak wyglądają monety w Waterdeep, żeby łatwiej je zabezpieczyć przed kradzieżą. No i szkoda, że na dodatkowych budynkach nie ma ich ilustracji, bo te na planszy są obłędne (jak się lubi małe rysunki budowli i plany miast).

Skoro wspomniałem już o planszy, to warto poświęcić jej kilka słów więcej. Przedstawiono na niej tytułowe Waterdeep z lotu ptaka, z polami przedstawiającymi kluczowe budynki, na których znajduje się miejsce na pionki graczy. Na części mieszkalnej przygotowano miejsce na karty, a na wolnym miejscu wokół rozmieszczono pozostałe elementy: miejsce na dodatkowe budynki, karty Intryg oraz tory punktacji i tur.dzięki temu nie zasłania się podczas gry świetnej mapy miasta, a do tego nie ma się wrażenia, że plansza jest pusta. Ktoś, kto to projektował miał głowę na karku.

Do tego mamy jeszcze wrzucone luzem plansze dla każdego gracza. Reprezentują one siedzibę jednej z pięciu znanych frakcji, której wybrani członkowie są tajnymi agentami Lordów Waterdeep. Mamy do wyboru Rycerzy Tarczy, Straż Miejską, Bractwo Srebrnych Gwiazd, Czerwone Szarfy i moich ulubieńców, Harfiarzy. Szkoda tylko, że poza napisem na planszy i kolorem pionków nie ma w pudle nic więcej związanego z frakcją.

Po przebiciu się przez grubą warstwę kartonu, waszym oczom ukażą się zafoliowane drewienka i karty, a także obrzydliwa i trochę kosmiczna plastikowa wypraska na wszystkie elementy. Na szczęście w instrukcji pokazali gdzie co włożyć, choć jak dla mnie to przerost formy nad treścią z dwóch powodów. Po pierwsze, nie mieści kart w koszulkach, a po drugie – zajmuje od groma miejsca. Bez niej w środku zmieściłyby się jeszcze ze trzy dodatki (gdyby nie to, że wyszedł tylko jeden – Scoundrels of Skullport)… Po co więc takie duże pudło? Nie mam pojęcia. Plansza spokojnie mogła być złożona z kwadratów i wszyscy byliby szczęśliwsi.

Drewna w środku jest za to sporo (euuuroooo). Meeple dla pięciu graczy, czyli pionki przedstawiające agentów, a do tego sporo kosteczek, które pełnią rolę zwerbowanych awanturników. I to jest to, co tak bardzo cenię sobie w euro z klimatem, bowiem autorzy wysilili się trochę i zamiast czarnego węgla, pomarańczowych marchewek, białego marmuru i czegoś fioletowego, mamy tu łotrzyków, wojowników, kapłanów i magów. Ale to już fragment na recenzję, jak już tytuł ogram. Drewienka, jak to drewienka, wszystkie biorą się z tego samego miejsca i zwykle wyglądają tak samo. Czyli fajnie, ale to nic wyróżniającego grę. A szkoda, bo zamiast zwykłych pionków i kostek, wydawca mógł się pokusić o coś ciekawszego, chociażby małe figurki ludzików zamiast kostek. Szczególnie, że gra do tanich nie należy.

Karty za to zwykle bardziej przyciągają uwagę. I tak jest też w przypadku Lords of Waterdeep – ilustracje na Questach i Intrygach są przynajmniej dobre, a trafiają się takie naprawdę czadowe. Wszystkie jednak ociekają klimatem miasta, w którym rządzi się układami, zabójstwami i manipulacją. A choć po ulicach biegają bandy awanturników próbujących uratować świat (lub nachapać się ile wlezie), to na końcu i tak okazuje się, że wszystko, co robili, działało na korzyść jednego z Lordów Waterdeep. Choć ładne, karty mają wielką wadę – są strasznie cienkie, ich zakoszulkowanie jest więc koniecznością. Innym problemem są wyblakłe kolory na kilku kartach. Nie jest to nic przeszkadzającego w grze, ale ilustracje przez to są trochę nieczytelne. Nie wiem, czy to wada wszystkich egzemplarzy, ale w moim kilka takich sztuk się znalazło i nie jestem z tego faktu zadowolony.

Ostateczna ocena wydania Lordsów nie należy do łatwych zadań. Z jednej strony podobają mi się ilustracje na kartach i świetna plansza, z drugiej zaś strony jakość kart pozostawia trochę do życzenia. Takich cienkich kartoników już dawno nie widziałem. No i brak customowych drewienek, zamiast których dostajemy zwykłe meeple i sześcianiki. Może jestem zbyt rozpieszczony Osadnikami, ale z drugiej strony  – cena skądś się musi brać. Swoje pewnie dopłacamy jednak za znaczek Dungeons & Dragons na pudełku…

Dziękuję Boberowi za brutalny wkład w unboxing, a swojemu portfelowi za zasponsorowanie tej gry. No i dajcie znać, czy podobają się wam nowe galerie ;-)

Killian

7 komentarze do “Lords of Waterdeep – Unboxing #5

  1. Bober

    Jako szara eminencja tego unboxingu czająca się to za aparatem, innym razem znowu trzymająca niebezpieczne przedmioty,na przekór Killowi stwierdzam- to pudełko może się podobać… Nie wiem czy po narażeniu się Wielkiemu Przedwiecznemu tego bloga mogę liczyć na ogranie powyższego tytułu, niemniej po tym co ukazało się po rozerwaniu folii jestem szczerze zainteresowany tym procederem :P

    Odpowiedz
    1. Killian Post author

      Pudełko mi się podoba, wyróżnia się na półce, tylko jest za duże i ciężko się je przenosi. No i boję się, że można je łatwiej uszkodzić w transporcie niż inne pudła.

      Ale zagramy, nie bój nic :P

      Odpowiedz
  2. Bober

    P.S. Właśnie uświadomiłem sobie że brak avatara w komentarzu niebezpiecznie upodabnia mnie do białego pionka którego można podziwiać w powyższej galerii :(

    Odpowiedz
      1. Bober

        Po mojej pierwszej rozgrywce przynajmniej wiem że jednak mam avatar- po prostu jestem ambasadorem Waterdeep B-)

        Odpowiedz
  3. Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #422 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja

  4. Pingback: Lords of Waterdeep – Recenzja #24 - DWLC - blog o grach planszowych i fabularnych

Dodaj komentarz