Marakesz – Recenzja #9

Autor | 8 czerwca 2014

Druid na scenie!
<wowowowowow>
Dobra, tyle o druidach, a teraz przechodzimy do gry, która oderwała mnie nawet od patrzenia na jakże cudowną, fantastyczną, którąś tam z kolei galę KSW. Czy to tak wiele? W sumie nie, to nie finały MŚ w piłce nożnej, ale… Zawsze jakaś impreza, której uważne oglądanie przerwała gra.

Kill – Nie wiem co gorsze, jarmarczna oprawa KSW, czy przewracający się co chwilę faceci :/

Nie przeciągając już więcej – mowa dziś będzie o grze:

Marrakech

Dlaczego ta gra jest taka fajna (bo jest)? Przede wszystkim dlatego, że jest bardzo prosta i szybka, tak, że nikt nie zdąży się wynudzić. A jak to w grze logicznej, można pokombinować nieco. Sama nauka zasad to chyba nawet nie minuta tłumaczenia nowym graczom, co i jak. Nie pamiętam ile instrukcja ma stron, ale pewnie ze dwie. Może cztery jak są jakieś grafiki… Nooo, góra sześć.

K – Jeśli o mnie chodzi, to gdyby nie szmatko-dywany, to nie miałbym tyle frajdy z tej gry. Ot lekka i przyjemna gra logiczna.

W pudełku znajdziemy parę rzeczy – HAJSY (dirhemy) – 20 razy po piątaku, 20 razy po jedynce; dywany, których jest 57 – trzy kolory po piętnaście dywanów i czwarty kolor to pozostałe dwanaście; Pan Assam, który będzie dreptać po Targu, a przy okazji będzie deptać nam po dywanach; kostka, na której namalowane są lacze.

Tak naprawdę dopóki nie przeczytałem w instrukcji, że to są kapcie – myślałem, że to jakieś tam znaczki. No i zapomnieć nie można o najważniejszym czyli Targu Dywanów – planszy. I to już wszystko. Nic więcej do szczęścia nie jest nam potrzebne.

Kostka z laczami wymiata :D A dywany to oszustwo – we trzech graczy można grać tylko trzema kolorami, a nie wybrać którykolwiek z czterech dostępnych. Dorzucili by te trzy bodajże białe dywany i nie było by problemu…

Celem gry jest zdobycie jak największej ilości punktów. Punkty zliczamy na końcu gry sumując ze sobą pola planszy, na których znajdują się nasze dywany na wierzchu, oraz pieniążki, które mamy w ręku.

Jak wygrać? Bardzo prosto – trzeba tak się przemieszczać Assamem, aby nie wdepnąć na dywany przeciwników, a jednocześnie tak, aby oni mieli jak największą szansę wdepnięcia na nasz dywan.

K – I dawali nam hajsy :]

Cały przebieg gry sprowadza się właściwie tylko do trzech rzeczy: poruszania się, płacenia, rozkładania dywanów.

Ruch to opcjonalny obrót Assama o dziewięćdziesiąt stopni oraz obowiązkowy rzut kością i przemieszczenie Assama w wybranym kierunku o liczbę kapci wyrzuconych na kości. Może się zdarzyć, że Assam dotrze w ruchu do krawędzi targu – brzegi planszy określają za pomocą strzałek, z którego pola konkretnie dalszy ruch ma być kontynuowany. Przemieszczenie Assama po strzałkach nie liczy się jako ruch, a dopiero stanięcie na polu, które one wskazują.

Jeżeli zdarzy nam się stanąć na dywanie, który nie należy do nas – musimy zapłacić jego właścicielowi tyle dirhem ile pól zajmują wszystkie dywany w tym kolorze, które łączą się ze sobą krawędziami i tworzą spójny obszar włącznie z polem, na którym stoi Assam. Dywany stykające się narożnikami nie są wliczane, nie stanowią spójnego obszaru.

K – To najbardziej emocjonujący fragment gry. Czasem przeciwnicy tak Cię wmanewrują, że ma się na przykład 1/6 szansy na ominięcie pola śmierci… Czasem się to nie uda, a bycie 14 pieniędzy w plecy szczypi :(

Na koniec rozkładamy dywan. Rozkładanie dywanów na planszy jest bardzo proste: – dywan zawsze kładziemy tak, aby stykał się jednym z boków (nie narożnikiem) z polem, na którym zatrzymał się Assam; – możemy położyć go tylko tak, aby zawsze przykrywał pół lub dwie połówki różnych dywanów. A więc nigdy nie możemy jednym dywanem przykryć całego innego.

Ostatni położony dywan oznacza koniec gry.

Niewiele? Bo gra bardzo prosta, a jednocześnie bardzo fajna…

K – Ano, tak jak wspomniałem wcześniej – to prosta, logiczna gra. Ja wiem, że ma kostkę, która nie bardzo pasuje do gier logicznych, ale tu to jakoś wyszło.  Nawet  nie jakoś, tylko bardzo radośnie.

Podsumowanie:

Estetyka – (3/5) (2+/5) – wiem, że niewiele można wymyślić do tej gry… Wiem też, że kolory dywanów jak i plansza są w różne w zależności od wydania. No ale całość wygląda trochę jakby gra była z lat… łoooo, dawno temu (rok wydania to zdaje się 2007). Dałem ocenę trzy tylko dlatego, ze podobają mi się bardzo dywany… tak po prostu. No i hajsy są fajne.

K – Za droga, jak na to co znajduje się w pudełku…

Bebechy – (3+/5) (3+/5) – naprawdę nie mam pojęcia jak to ocenić, bo mechanika jest tak banalna, że właściwie nie wiem czy można o niej mówić w ten sposób. Jednocześnie gra jest bardzo szybka. Zostanę przy trójce plus – oceniam ją biorąc pod uwagę tylko gry proste i szybkie. Ciężka sprawa ;_;

Frajda – (4/5) (4/5) – mnie gra cieszyła dlatego namawiałem (właściwie nie musiałem namawiać) Killów i Macoków do rozgrywania jednej partii po drugiej.

Cóż. Gra bardziej chyba dla rodzin z dziećmi niż dla ‚pr0playerów’, ‚geekówboardgamingowych’, no ale myślę, że warto byłoby ją mieć. Gdyby nie kosztowała 120zł (zerknąłem na Rebel.pl). : )

K – No i dziękujemy Macokowi za wypożyczenie tej gry z gliwickiego MDKu :) +1

druid & Kill

Dodaj komentarz