Netrunner na Wrocław Games Fest – relacja z turnieju

Autor | 7 grudnia 2015

Przybyłem, zobaczyłem i nie chce ktoś kupić kart? Czyli…

Relacja z turnieju Netrunnera na Wrocław Game Fest

Mój drugi występ we Wrocławiu był tragiczny. Tra-gi-czny. Choć póki co nie planuję jednak wyprzedawać mojej kolekcji, to jednak trochę w siebie zwątpiłem… Cóż gorszy dzień, słabszy deck runnera i voila – katastrofa gotowa.

Zacznijmy od usprawiedliwienia, czyli od talii. Zachciało mi się grać czymś dziwnym więc po krótkim treningu spakowałem Geista, który już nie raz mnie zawiódł, ale z pewnym małym dodatkiem – Apokalipsą, kartą z najnowszego dodatku. Pomysł był prosty – kryminaliści najlepsi są we wczesnej fazie gry więc czemu by nie zmusić korpa do grania jej kilka razy? W praktyce okazało się jednak, że życie nie jest takie różowe, jeśli z całym geistowym dociągiem nie potrafi się dobrać Apokalipsy, czy Syfonów, kiedy ma się wszystkie łamacze. Albo łamaczy, gdy ma się wszystkie wydarzenia na ręce… Żeby nie było – w testach ten deck też nie wypadł zbyt różowo, ale sprawiał tyle frajdy, że przymknąłem na to oko. Zresztą i tak nie mam ostatnio pomysłu na runnera…

Z drugiej strony barykady wybór padł na Gagarina. Bez cienia wątpliwości. Dopieszczam w końcu ten deck już od jakiegoś czasu, a skoro nawet Jander gra podobnym, to coś musi znaczyć ;-) Gorgorin, jak lubię go pieszczotliwie nazywać, borykał się jednak z innym problemem – pechem (no dobra, kilka kiepskich decyzji też pewnie było). Nie pamiętam, kiedy ostatnio Weyland mnie tak zdradził, za co prawie wyleciałem z auta w drodze powrotnej ;-)

Przejdźmy do konkretów. Do Wrocka udaliśmy się w ciut innym składzie, niż ostatnio. W szaloną podróż udał się: Jander, nasz kierowca, który po powrocie zwątpił pewnie w ludzkość, Zombiak, kryminalista Dawciu, Joan i – ku zaskoczeniu wszystkich – niżej podpisany osobnik. Ciężko oczywiście opowiedzieć coś o podróży tak, by czytelnikowi też sprawiło to przyjemność – następnym razem musimy nagrać audio/filmik z wycieczki, podobnie, jak uczynił to Teamwork Cast podczas ich podróży na Mistrzostwa Polski. Zdobędziemy sławę, a kasa z jutuba pójdzie na benzynę :> Ale przejdźmy do konkretów.

Turniej odbywał się na imprezie zwanej Wrocław Games Fest, czyli takim lokalnym, dość skromnym (porównując z Pionkiem), planszówkowym wydarzeniu. Ludzi było sporo i co chwilę ktoś próbował ukraść jeden z przeznaczonych na Netrunnera stołów, ale walczyliśmy o niego dzielnie. Przegnać musieliśmy nawet ludzi z wydawnictwa Board & Dice – takie z nas nieprzyjemne, karciane łotry (nie, wcale nie nawiązuję do tego, co o wszystkich karciankowcach myślą ludzie ze środowiska „czystych” planszówek :P).

Na miejscu stawiło się osiemnaście osób, z czego przynajmniej dwóch było kompletnymi nowicjuszami – super, że wbiliście na turniej :-) Joan miała przyjemność z nimi zagrać i mam nadzieję, że coś o tym napisze.

Joan: No skoro mam już coś opowiedzieć, to muszę powiedzieć, że grało się z nimi bardzo przyjemnie. Mimo, że grają niespełna miesiąc, to jednak bardzo dobrze ogarniali tę grę (jeden z nich miał coś wspólnego z matematyką, więc zaczynam rozumieć, skąd moja nieumiejętność liczenia żetoników…) Nie pamiętam ksyw, jak to po emocjonalnych rozgrywkach bywa, ale postaram się streścić. Pierwszy z nich (Michał?) Grał Gabrielem na Syfonach (moim przekleństwie) i Jinteki z podstawki. Gabriel ze swoją umiejętnością i wspomnianymi Syfonami wygrał grę, ale “żabki” w Jinteki bardzo ułatwiły robotę mojej niesfornej MaxX. Wynik: 1:1. Drugi z nowicjuszy grał typową Hayley Kaplan i HB: ETF. O ile z Hayley Argus poradził sobie zawodowo – strategia 3S, to HB oblodziła serwery i MaxX nie zdążyła wykraść agend. Wynik: 1:1.

A skoro już przy Asi jesteśmy… przy takiej frekwencji, szansa, że w pierwszej rundzie trafię na kogoś z „naszych” była bliska 100%. Traf chciał, że padło na nią ;-)

Powiększ

ANR_WGF2015-12
Asia i Maxx
Runda 1 – Joan

Decki Asi znałem na wylot, w końcu pomagałem je składać. Wiedziałem więc, że na Argusa będę musiał bardzo uważać i dlatego w kluczowym momencie gry, zostałem z trzema kartami na ręce, co uświadomiłem sobie dopiero po przekazaniu tury. Joan, po kliknięciu po kredyt,miała akurat tyle pieniędzy, by wcisnąć mi SEA Source’a i Scorche’a. Cóż, był to tylko i wyłącznie mój błąd. Biedny, zwęglony Geist…

J: Myślisz, że ja nie czekałam na Twój błąd? :D

W drugiej grze przyszło mi się zmierzyć z MaxX. Wiedziałem, że początek będzie ciężki, ale jeśli go przetrwam, to zwycięstwo mam w kieszeni. Szkoda tylko, że karty chciały inaczej. Agendy mnie zalały, ekonomii nie było, a o ICE’ach słyszałem legendy – jednym słowem tragedia i pierwsze zwycięstwo Asi.

J: Pierwsze i jedyne całościowe….

Runda 2 – DonMakaron

Ał jis, druga runda i w końcu ktoś spoza auta. Witek zdecydował się na pilotowanie mózgojebnego Jinteki. Najpierw nadziałem się na podwójny mózg z Batty’ego i Defective Brainchips, a potem poprawiłem swoje umysłowe zdolności przygodą z kombem: Hokusai Grid, Tori Hanzo i Defective Brainchips. Przez całą grę Syfony nie chciały mi dojść tak, by pozbawić Witka możliwości odpalania pułapek i w efekcie skończyłem z wypalonym mózgiem…

W drugiej grze moje serwery szturmował legendarny APEX – sztuczna inteligencja, o której w sieci krążą tylko pogłoski. Miałem problem z tym ID, bo jeszcze z nim nie grałem (Data and Destiny do Katowic zawitało baaardzo późno, a nikomu nie chciało się go proxować), a żeby było radośniej – karty mi straszliwie nie podeszły. Dość powiedzieć, że kiedy w końcu zdobyłem pierwszy punkt dzięki Wsparciu Publicznemu, mój przeciwnik miał ich już sześć (albo cztery, nie pamiętam – ważne, że czułem się pokonany). Niedługo później mecz się skończył i to chyba nawet bez apokalipsy.

Niemniej fajnie było zamienić kilka słów o planach na kolejne decki, m.in. o Nasirze – trzeba pomyśleć i złożyć coś na Kameleonach z Multithreaderami ;-)

Runda 3 – Zombiak

Zbyt długo nie grałem z kimś od nas więc w trzeciej rundzie przyszło mi się zmierzyć z Zombiakiem. Przyjechał do Wrocławia ze swoim SYNCiem i Grubciem aka Magikiem aka Whizzardem. Filipowi też nie szło za dobrze – w poprzednich grach jego szybki, eksperymentalny korp sam się przewinął. Na mnie jednak ta sztuka mu się nie udała, gdyż bez jakichś fajerwerków szybko wykradłem 7 punktów. Jedna rzecz zapadła mi w pamięć – przez całą grę zbierałem News Teamy, żeby choć raz użyć Data Dealera, wrzuconego właśnie w tym celu :> Osiemnaście kredytów w trzy kliki jest ekstra!

Z eksperymentalnymi deckami bywa różnie, ale Whizzard Zombiaka może nie jest pogromcą wszystkich serwerów, ale to sprawdzony i solidny deck. No i Zombiak miał jeszcze gorszy dzień, niż ja :D Mi w końcu ICE’y przychodziły dość sensownie, ekonomia może nie powalała, ale dawała radę (biorąc pod uwagę, że to jeden z moich najgorszych match-upów). Mój przeciwnik przekopywał jednak co turę cały deck w poszukiwaniu czegoś (w sumie nawet nie wiem, czego szukał – kasy na pewno mu nie brakowało), tracąc przez to mnóstwo czasu, który – bez skrupułów – wykorzystałem na zabunkrowanie się. MVP meczu był Assassin na R&D, który wyczerpał wszystkie znaczniki z D4wcia i regularnie zadawał obrażenia, spowalniając Zombiaka jeszcze bardziej… Damn, ten ICE na Anarchów wydaje się być strzałem w dziesiątkę :>

Po trzeciej grze przyszła pora na krótką przerwę. Niestety nasi zwiadowcy donieśli, że kolejka w jadłodajni jest długa i się praktycznie nie przesuwa więc zadowoliliśmy się tylko ciastkiem i partyjką w Mamy szpiega! – świetny, imprezowy tytuł, który z czystym sumieniem mogę wszystkim polecić. Jak się ogram, to pewnie i recenzja jakaś (w końcu) powstanie ;-)

Powiększ

ANR_WGF2015-07
Po lewej u góry widać freelancera Dawcia
Runda 4 – Paweł z Wałbrzycha

Ksywy nie znam, więc przedstawię mojego przeciwnika w średniowiecznym “stylu”. Wpierw przyszło mi się zmierzyć z podstawowym Weylandem, który rzygał gotówką. Paweł popełnił podstawowy błąd – chował agendy za pojedynczym lodem, przez który raz czy dwa przeskoczyłem Inside Jobem (muszę wrzucić trzy takie – dwa i Same Old Thing to za mało). Na moje szczęście nie miał też Punitive Counterstrike’ów, kiedy wykradłem pierwszy Vanity Project, a potem poszło już z górki – z Faerie u boku nie straszny mi był Janusz 1.0 na scorującym serwerze, a przez barierę za nim przeskoczyłem bez problemu.

W drugiej grze Paweł wyciągnął na stół Reinę z szachami. Było dziwnie, Paweł sporo żonglował Wieżą, ale podjął w końcu złą decyzję i zaczął regularnie biegać z Medium przez Architekta (na którego nie miał odpowiedzi). Dzięki temu mój stół rozbudowywał się w chorym tempie i nic mnie nie mogło już zatrzymać. Trzeba będzie spróbować Gagarina z Patch-Architectami…

Powiększ

ANR_WGF2015-05
Może nie jest to zdjęcie z meczu ze mną, ale przed państwem - Cyd!
Runda 5 – Cyd

To był chyba najprzyjemniejszy mecz tego dnia. Obaj byliśmy już zmęczeni, ja na tyle, że kompletnie nie kojarzę jakim korpem grał mój przeciwnik (wydaje mi się, a zdjęcia chyba to potwierdzają, że grał HB z podstawki). Jedyne, co przebija się przez mgłę niepamięci to to, że po stronie runnera karty kompletnie nie chciały mi pomóc w zwycięstwie i starały się zrobić wszystko, by ułatwić Cydowi zwycięstwo. Brakowało mi Syfonów, by zdobyć kasę na apokalipsę, która nie chciała się pokazać na początku… argh.

Mecz z Valencią pamiętam dużo lepiej, głównie za sprawą Scrubbera, który straszliwie uprzykrzył mi życie. ICE’y nie chciały jakoś dochodzić, zresztą i tak nie miałem pieniędzy na ich rezowanie więc nie bardzo jak miałem chronić ekonomiczne assety. Z drugiej strony – Cyd na ich usuwanie tracił wszystkie pieniądze, które miał… ale przestał je usuwać w doskonałym momencie, tzn. kiedy ja już byłem zbyt w dupie, żeby odbić się od dna. Ostatnia wtopa tego dnia, ale przynajmniej dzięki mnie Cyd wskoczył na czwarte szóste (moja pamięć mnie zawiodła) miejsce – gratulacje! ;-)

A, wspomnę jeszcze o jednym – Cyd używał fantastycznych znaczników kredytów, stylizowanych na obwody drukowane. Klimat 100%.

Powiększ

ANR_WGF2015-13
Łuhu, nagrody! Oczywiście prawie nikt nie chciał pudełek. FFG mogłoby przestać je drukować i dawać w zamian więcej promek :<

Turniej skończyłem z 8 punktami, zajmując miejsce na samym końcu stawki (bodajże 15/16, dwie osoby uciekły przed ostatnią grą – słaaabo!). Pociesza mnie tylko to, że chyba pięć osób skończyło z taką liczbą punktów… no dobra, nie pociesza. Jander okazał się być wielkim przegranym turnieju – zajął trzecie miejsce. Brakło mu jednego punktu, by zdobyć Femme Fatale (a nic innego się nie liczyło przecież :P). Trzecia Femka została rozlosowana wsród miejsc 9-16 i ustrzelił ją oczywiście Dawciu. Prawie wyleciał za to z auta…

Do domu wracaliśmy w kiepskich humorach, w końcu nikomu nie udało się zając sensownego miejsca, a wylosowana Femka nie cieszy znowu tak bardzo, jak wygrana… ale na całe szczęście z pomocą przybył Behemoth i batony, którymi Dawciu chciał płacić paniom na Tollbothie… no dobra. MVP jazdy był jednak GPS, który odzywał się akurat wtedy, kiedy Nergal wył, dzięki czemu mieliśmy niepowtarzalną przyjemność zapoznać się z death metalem z lektorem. Ał jis.

Także drogie dzieci, wniosek na dziś – jeździjcie na turnieje w Netrunnera. Gracze wcale nie są tacy straszni (a przynajmniej większość z nich :>), zawsze dostanie się jakieś karty albo pudełka (o ile ktoś ich potrzebuje…), ale co najważniejsze – podróż sprawia kupę frajdy. I można pograć w Mamy szpiega!

A, i chciałbym jeszcze podziękować Dawciowi, który podczas imprezy zrobił kilka zdjęć i zechciał się nimi podzielić.

\m/ skręć w lewo \m/

Killian

2 komentarze do “Netrunner na Wrocław Games Fest – relacja z turnieju

Dodaj komentarz