Netrunner Regional Championship – relacja z turnieju w Bielsku

Autor | 21 czerwca 2015

Jak tylko dowiedziałem się o terminie turnieju klasy Regional w Bielsku, to od razu zarezerwowałem sobie termin w kalendarzu. Mój pierwszy większy turniej! Łuhu! Czas dostać łomot i zobaczyć, o co naprawdę chodzi w tym całym graniu…

Netrunner Regional Championship
Bielsko-Biała 2015

Na turniej, mimo początkowych planów by z Dawciem i Zombiakiem skorzystać z usług wspaniałych Kolei Śląskich, zabraliśmy się samochodem z Ravenem i Domanem. Pogadaliśmy sobie o pierdołach, nowym Mad Maxie i jeszcze raz o pierdołach, i w Bielsku byliśmy gdzieś pół godziny przed rozpoczęciem turnieju. Potem zostały już tylko formalności – zakupy i zapisy ;-) Co ciekawe, odwiedził nas Tracy z Hameryki, który był na delegacji w Krakowie i postanowił spożytkować wolną sobotę w najlepszy możliwy sposób – grając!

Nim przejdziemy do relacji z gier, parę słów o deckach. Postanowiłem nie szaleć i wziąć coś, co mam ograne. Limit czasowy skutecznie zniechęca do grania czymś kompletnie eksperymentalnym ;-)

Hayley Kaplan

Zrezygnowałem z Magnum Opus na rzecz ekonomii bazującej na zasobach, z Career Fair dla zniżki. Deck oczywiście „ukradłem” z neta, bo ktoś przede mną poskładał coś, co chciałem, a przynajmniej nie musiałem sam wszystkiego wklepywać n netrunnerdb ;-) Zostawiłem Atmana na jakieś niestandardowe ICE’y-pułapki i – przede wszystkim – na lodowce z siłą cztery. Niestety ani pułapki, ani lodowca nie spotkałem. Karta raczej do wywalenia, stealth wystarczy na większość rzeczy. Z ekonomii jestem zadowolony, ale spróbuję wcisnąć jeszcze jednego Earthrise’a – dociąg się zawsze przydaje. Pewnie kosztem pancerza.

NEXT Design

Po początkowej fascynacji jakoś tam działającym deckiem z Mandatory Upgrades, doszedłem – w końcu – do wniosku, by zmienić frakcję (albo przynajmniej ID). Nie chciałem jednak iść na turniej z czymś kompletnie nieogranym, więc ostatni raz poprowadziłem do boju NEXTa, poddanego lekkiemu liftingowi. Doszedł Executive Boot Camp. Tylko jeden, ale uznałem, że starczy – na wypadek wysypu Valencii, no i to zawsze jeden NEXT zrezowany wcześniej. Chyba nawet w jednej grze zdążyłem go użyć… Jedną koparkę zamieniłem na GRNDL Refinery, które w dwie tury da mniej więcej tyle samo pieniędzy, a zawsze może posłużyć do blefowania. Z perspektywy czasu wolałbym chyba jednak drugą koparkę. Brakuje mi w tym decku jednak jakiegoś pierdolnięcia – jak nie zascoruję Mandatory Upgrades, to mógłbym w zasadzie grać „neutralnym” korpem.

Runda 1 – Raven

Pierwszy duży turniej, pierwsza gra, pierwsza wpadka na całego. Ale przynajmniej będzie co wnukom opowiadać… Raven (z którym przyjechaliśmy na turniej) zaczął Andromedą, czyli kryminalistką z krwi i kości. A co mają Criminale? Account Siphony. Moja skromna (jak na NEXT) kolekcja LODów oczywiście mnie zdradziła – przed grą mogłem wystawić tylko jeden. Zdecydowałem się na stworzenie nowego serwera do punktowania. Na szczęście dobrałem jeszcze aż jedną zaporę. Zagrałem, szczęśliwy, dwa Hedge Fundy i stanąłem przed decyzją – co chronić. Na ręce, zaskakująco, zero agend. Padło więc na R&D… a potem Raven raczył mi przypomnieć, że gram na Criminala :-) Dwa Syphony i do końca gry byłem już smutny. Coś tam w grze zescorowałem, ale nigdy nie odrobiłem tej początkowej straty i skończyło się bodajże 2-10.

Drugi mecz i Blue Sun, moja barierowa zmora. O dziwo na początku nie było źle. Raven oczywiście szybko pływał w pieniądzach, ale nie mogłem narzekać – mój rig budował się w zadowalającym tempie. Ukradłem nawet jedną trzypunktówkę (Cleanersów. Mhm, killdeck). Zacząłem kopać w jego decku i kopać, by znaleźć coś ciekawego, ale nie szło. Punktem zwrotnym było nadzianie się na raz awansowane Shattered Remains, które pozbawiło mnie pancerza. W następnej dostałem w twarz standardowym kombo SEA Source, Scorch, Scorch i nie zostało ze mnie nic, co można by zidentyfikować przy pomocy najbardziej wyrafinowanych badań. Jak się okazało, Raven w ręce trzymał jeszcze Government Takeover. Jeden szczęśliwy bieg i Hayley zobaczyłaby kolejny poranek… 3-10, pierwsza wtopa tego dnia… mój wewnętrzny człowiek-remis nie był zadowolony.

Runda 2 – Dawciu

Kolejny turniej i kolejny raz trafiłem na Dawcia. Jechałem taki kawał drogi, żeby ciągle grać na „swoich”? :-( Tym razem przynajmniej wiedziałem, czego się spodziewać…

Zacząłem Hayley, po raz drugi grając przeciwko Blue Sunowi (argh). Nie pamiętam, czy cokolwiek ukradłem, ale skończyło się jeszcze szybciej, niż z Ravenem. Opóźniłem zagranie pancerza o jedną turę „no bo przecież nie ma jeszcze komba”. Miał. Dostałem w twarz z SEA Source (albo to Midseasons był), Scorch, Scorch, gg.

Mając spory zapas czasu, w drugim meczu zwolniliśmy trochę… Trochę za bardzo :-P Początek gry był bez żadnych niespodzianek, ot obaj się rozwijaliśmy. Co ciekawe Dawciu wrzucił do swojej talii Gingerbread, kryminalnego łamacza tracerów… bo się pomylił i myślał, że oprócz Ichiego i Kruków, NEXT Goldy też się łapią do tej kategorii. Niestety nie i to go zabiło. Gra nam się przeciągnęła poza czas, obaj mieliśmy jeszcze dwie tury przy wyniku jakieś 4-6 dla Dawcia. W jego ostatniej postanowił skoczyć na R&D, gdzie od kilku tur czekała moja karta-pułapka – wspomniany Gold. Sześć NEXTów na stole i flatline w ostatniej chwili – uff, w końcu remis.

Runda 3 – DonMakaron

Zacząłem Hayley, przeciwko… HB: Stronger Together. Matko, cóż to za potwór? Wiedziałem oczywiście, co daje to ID (silniejsze bioroidy), ale nigdy przeciwko temu nie grałem. No cóż, dla stealtha każdy ICE jest równy, o ile zdążę się rozłożyć… Okazało się jednak, że wśród bioroidów są równi i równiejsi, ponieważ taki Viktor 2.0 wymagał już, bym dwa razy podbił siłę na Refractorze – a to nie jest coś, do czego jestem przyzwyczajony. Cała gra jakoś tam sobie szła do przodu, ze stealthem – o dziwo – coraz bardziej odpadającym z wyścigu. W kluczowym momencie popisałem się po raz kolejny moim geniuszem. DonMakaron miał trzy kredyty i raz zaawansowaną agendę na serwerze z Caprice. Jak nic NAPD. Pobiegłem więc, nawet dwa razy, dwa razy postawił zero, bo inaczej by jej nie zescorował, a ja głupi wydawałem pieniądze. Nauczka na przyszłość. Skończyło się jak zwykle, czyli wtopą – jakieś 3-10, choć może wyłowiłem coś więcej.

Druga gra i… mój adwersarz wyjmuje z pudełka Kena „Express” Tenma. Ksywa runnera zobowiązuje i gra skończyła się tak ekspresowo, że ciężko mi cokolwiek o niej napisać. Bogowie accessu zażartowali sobie ze mnie i mecz trwał może z 10 minut. Bywa :( 0-10 w plecy, czyli zostaję na ostatnich stołach.

Runda 4 – Jarek

Bodajże jedyny reprezentant Bielska, który, mam nadzieję, gościnnie pojawi się na katowickim graniu – do Bielska w końcu niedaleko ;-) Pierwsza moja gra przeciwko okrytemu złą sławą NEHowi. Jak się okazało, nie taki diabeł straszny, jak go malują. Szczególnie, jeśli ma się idealny początek. W swojej drugiej turze Jarek zainstalował coś za jednym ICEm. Aha, na bank agenda. Zagrałem dwa kwiatki w jednym kliku, kochana Hayley, pobiegłem – Lotus Field. Nie miałem Clota w talii więc jeśli byłoby to Astro, to byłbym w bardzo złej sytuacji. Wyszukałem więc w talii Refractora i Cloacka, i ukradłem… Astro. Dobre przeczucie, które ustawiło mi w zasadzie grę. Z dobrą ekonomią i interfejsami zacząłem włamywać się co chwilę w R&D korpa. Jarkowi udało się zapunktować jedną agendę, ale ostatecznie wygrałem 10-2.

W drugiej grze przyszło mi się zmierzyć z Chaos Theory, czyli kolejnym Shaperem w dolnej stawce. Czemu najlepsza frakcja runnerów jest taka słaba? :( Deck Jarka był za to bardzo ciekawy (jak dla mnie oczywiście. Lubię takie niesztampowe decki :P) – trzy duże breakery, Comet, Oracle May i wiaderko eventów. Niestety nie wiem, jak spisał się na całym turnieju, ale chętnie wypróbowałbym coś podobnego. Wróćmy do gry… Zastawiłem HQ, przed R&D postawiłem dwa Pop-upy – tymczasowo, żeby zniechęcić Runnera do biegania i dać mi zarobić. Iii bogowie accessu po raz kolejny ze mnie zadrwili. Kilka celnych biegów skradło dwie agendy, a w finale dobiło mnie Maker’s Eye, które ujawniło wszystkie moje przyszłe plany, pogrążając tę dywizję korporacji Haas-Bioroid w niesławie… Samemu coś tam po drodze zapunktowałem, ale to były raczej honorowe punkty i drugi mecz skończyliśmy z identycznym wynikiem, jak poprzednio, tylko na korzyść Jarka: 2-10.

Runda 5 – Sabina/Luinloth

Kolejny raz ślunski pojedynek, po co ja wychodziłem z domu w taki ukrop? A no tak, po promki. Nie będę ukrywał, że w ostatniej rundzie swissa już się nam nie chciało – nawet klimatyzacja nie podołała temu, co było na zewnątrz… Zacząłem korpem. Hayley ze stealthem to dość dobry matchup dla mnie, bo runner jest wyraźnie wolniejszy od mojej kry lodowej (bo lodowcem to nie jest…). Szczególnie w wariancie z Magnum Opus. Nie udało mi się oczywiście zescorować Mandatory Upgrades, ale przyfarciłem z początkowymi ICE’ami i ekonomią (czyli było jak podczas wcześniejszych testów…) i szybko zdobyłem sześć punktów. Potem ciułając grosik do grosika udało mi się uzbierać na Biotic Labor i gg. Bodajże 10-2, albo 10-3 dla mnie.

W drugiej Sabina wyjęła swojego NBN: Making News – czyli dobrze mi znany deck, który mam wrażenie, że ostatnio nie spisuje się najlepiej. Ja zacząłem ze świetną ręką, cały czas miałem sporo pieniędzy – tak, że pierwszy Midseason wrzucił mi raptem kilka tagów i jedyne, co zrobił, to pozbawił mnie Kati. Jednocześnie widziałem, że mojej przeciwniczce nie podeszły karty – Jackson mielił i mielił, a mimo to udało mi się wyłapać kilka pojedynczych agend. Wydaje mi się, że potem miało miejsce jeszcze drugie Midseason, ale było już za późno. Skończyło się na biegu w Archiwa, gdzie ukrytych było więcej agend, niż Jackson jest w stanie upchać w swoich zabawkach, a mnie i tak brakowało tylko jednej. Skończyło się na 10-2? 10-0? Jakoś tak. Wow, w końcu inny wynik niż remis lub przegrana. Szkoda tylko, że na osobie ze Ślunskiej sceny…

Piąty mecz był zarazem ostatnim, który przyszło mi rozegrać. Z tak oszałamiającym wynikiem nie udało mi się załapać do top8, które grało dalej o zwycięstwo i główną nagrodę. Załapałem się jednak na top16, a co za tym idzie, na Ślunsk przyjechał dodatkowy komplet akrylowych znaczników hajsów. O takich:

Powiększ

Bielsko_regionals2015-29
Hajs się zgadza

Niestety nie zostałem na drugiej części, by kibicować „naszym”. Było na to trochę za późno i za gorąco :P Z wynikami całego turnieju możecie się zapoznać tutaj (i przy okazji w środku jest też link do galerii).

Na koniec jeszcze kilka słów o organizacji i lokalizacji. W sumie wystarczyłoby jedno słowo – wow. Takiego sklepu życzę każdemu, w każdym mieście. Mnóstwo miejsca, stołów do gry (zarówno w plansze/karcianki, jak i w bitewniaki), automaty z napojami, klima. Można by tam zamieszkać^^ Do tego ekran z zegarem odliczającym czas, zero przestojów, czy opóźnień. Klasa. Kiedy kolejny turniej w Bielsku? No i będę musiał coś tam kiedyś zamówić, bo takie sklepy nie mogą paść.

No i mam nadzieję, że na kolejnym turnieju pójdzie mi lepiej :>

Killian

Dodaj komentarz