Pretor: gdzie ta recenzja?! – Szorty #9

Autor | 29 listopada 2014

Ach, Pretor, Pretor. Od razu po otwarciu pudełka były z nim problemy w postaci uszkodzonych kostek, które na szczęście szybko udało się rozwiązać. Niedługo po tym, jeszcze w wakacje, rozegraliśmy pierwszą partyjkę z Macokiem i Pablem, i pudełko wylądowało na półce, żeby zbierać kurz. Dlaczego?

Niestety nie mam zdjęcia z tej jedynej rozgrywki :(

Pretor

Pretor to worker placement z dwoma dodatkami: po pierwsze, nowe pola z akcjami dobudowywane są w trakcie gry, a po drugie, robotnicy, których wykorzystujemy do zbierania zasobów, stawiania nowych budowli, itd. awansują w trakcie gry. To właśnie te drugie rozwiązanie przyciągnęło moją uwagę.  Zrealizowano je przy pomocy sześciościennych kości – oczka wskazują poziom danego robotnika. Im większy, tym więcej zasobów przyniosą do „bazy”, ale po osiągnięciu szóstki, następny awans kończy się przejściem na emeryturę (takiego pionka nie można już potem normalnie używać). Podczas gry trzeba więc dobrze pomyśleć, kiedy wyszkolić nowych pracowników, których rozwijać, a których utrzymywać. Pomysł jest bardzo fajny i wydaje się być dobrze zrealizowany.

Problemy leżą jednak gdzie indziej. Przede wszystkim, od połowy gry wszystko to przestało się jakoś kleić, a zaczęło męczyć. Budynków na stole było multum, teoretycznie było więc co robić, ale tych istotnych, punktujących, było raptem kilka i to o nie toczyła się „walka”. Możliwe, że mam po prostu alergię na „skomplikowane” gry z minimalną ilością interakcji między graczami, ale żaden z nas po tej partyjce nie był specjalnie zachwycony…

Dorzućmy do tego dziwaczny sposób ustalania kolejności w turze, polegający na tym, że ostatni (na torze punktacji) będą pierwszymi (na torze inicjatywy). Takie rozwiązanie powoduje, że w grze o zbieraniu punktów czasem nie opłaca się zbierać punktów, żeby zasadzić się na lepsze pole w następnej turze. Jasne, ktoś może powiedzieć, że to część strategii, ale dla mnie bez sensu jest ograniczanie gracza w taki sposób. Domyślam się, że ten mechanizm miał służyć jako kontra na efekt kuli śniegowej, w której lider oddala się od stawki, ale to zwyczajnie nie wyszło…

A to za sprawą ostatniego powodu, czyli idiotycznych dwóch budynków, które pokazują, że tytuł ten był testowany na zbyt małej ilości osób przed wydaniem (albo w testach nie brał udziału żaden Polak, który każdą grę zaczyna od wyszukania przegiętych i łamiących ją zagrywek ;-)). Ale o co chodzi? O dwie świątynie, które dają dwa (jeden) punkty za każdy posiadany marmur i uzbrojenie (drewno i kamień). I tyle. Żadnego poświęcania surowców, żadnych kosztów (no sorry, poza właścicielem wszyscy gracze muszą zapłacić raptem sztukę czy tam dwie złota, a to baaaardzo mało). Po prostu postaw pionka i niech pozostali płaczą. Zresztą macie, cytat z instrukcji:

Świątynia Merkurego – Otrzymujesz po 2 punkty uznania za każdą jednostkę marmuru i uzbrojenia, którą posiadasz. Nie oddajesz tych surowców.
Świątynia Plutosa – Otrzymujesz punkt uznania z <za* – nawet literówka się tu wkradła> każdą jednostkę drewna i kamienia, którą posiadasz. Nie oddajesz tych surowców.

Biorąc pod uwagę fakt, że tor punktacji kończy się na wartości 199, a gra pozwala spokojnie osiągnąć wyniki z zakresu 200-400 punktów, można spokojnie wyciągnąć wniosek, że nikt tego nie wyłapał. Albo w instrukcji jest ogromny babol…

Już nie będę wspominał o morale, które równie dobrze mogłoby wylecieć, bo to cała dodatkowa mechanika, której trzeba się nauczyć, a która nie wprowadza za wiele do gry, bo Pretor i tak już przegrał w moich oczach. Teoretycznie babol z budynkami da się obejść przy pomocy własnych, prostych modyfikacji (np. połowa lub wszystkie przerobione na punkty surowce wracają do banku), ale gra najzwyczajniej w świecie mnie nie porwała. A szkoda, bo pomysł na rozwój robotników-kostek jest świetny. Gra zebrała w sieci całkiem dobre oceny, podejrzewam więc, że po prostu nie wpasowała się w mój gust. Chce ją ktoś odkupić? :D

Jeden komentarz do “Pretor: gdzie ta recenzja?! – Szorty #9

  1. Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #458 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja

Dodaj komentarz