Osadnicy z Catanu – Recenzja #2

Autor | 26 marca 2014

Z dziennika pokładowego kapitana Bezdziewczynobrodego*

Wpis 92
To już trzeci miesiąc, od kiedy wsiedliśmy na pokład tej starej łajby. Jednakże dziś, w końcu! Ląd na horyzoncie! Czyżby to była nasza ziemia obiecana, poszukiwany przez wszystkich Catan?

Wpis 95
Dotarliśmy na wyspę. Jestem prawie pewien, że to Catan, kraina owcami i zbożem płynąca. A więc to nie była tylko legenda, od początku to wiedziałem! Niestety nie byłem jedynym, który wyruszył na poszukiwania. Los chciał, że w tym samym czasie trafili tu też inni. Jeśli jednak dokonamy ekonomicznego i bezkrwawego podboju wyspy, będę mógł być opiewany w opowieściach wszystkich ludzi, niezależnie od wieku! Ach cholera, te nieroby znowu nie zbierają surowców, muszę pognać ich do pracy…

Wpis 103
Zadomowiliśmy się tu na dobre. Rozwinęliśmy się i rozbudowaliśmy – pierwszą założoną przeze mnie osadę mogę już bez wyrzutów sumienia nazwać miastem! Od teraz będziemy znani na całym świecie jako…

Osadnicy z Catanu

W Osadnikach z Catanu** wcielamy się w – niesamowite! – osadników, którzy docierają na wyspę Catan i planują ją skolonizować. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że wraz z nami na wyspę przybyli inni kolonizatorzy. Cóż, bywa i tak. Nie pozostało nam nic innego jak budować nowe osady, rozbudowywać je do miast i prowadzić między nimi drogi – a wszystko to po to, aby udowodnić ‚tym tamtym’, że właśnie my wiemy lepiej jak wykorzystać wyspę. Bo przecież wiemy. Niestety często cierpimy na brak surowców, dlatego musimy rozpocząć handel. Handel wymienny z „tymi tamtymi” lub handel morski.

I w skrócie tak wygląda cała gra.


*pod tym ukrywa się Kill… Ja też pasuję, ale mam mniejszą brodę i chyba częściej ją golę. : D

**zastanawiałem się, czy osiedlamy się na wyspie Catan, czy pochodzimy z Catanu, ale Druid słusznie rozwiał moje wątpliwości stwierdzeniem: „To zależy – osadnikiem jesteś przed podróżą czy po wylądowaniu na wyspie? ; P” – Kill


Ale po kolei.

Po otwarciu pudła do naszych brudnych łap trafia instrukcja gry oraz „Mały Almanach Osadnika”. Instrukcja gry wyjaśnia właściwie wszystko, a almanach… robi to samo, tylko rzekomo bardziej szczegółowo opisuje niektóre przypadki. Więc jeśli mamy wątpliwości – sięgamy po wspaniały „Mały Alamanach Osadnika”.


Chyba nawet kiedyś do niego sięgnąłem :D


Zasady gry są bardzo proste i można je przeczytać bądź wytłumaczyć komuś w kilka minut. Jest to zdecydowany plus, bo można naprawdę szybko rozpocząć zabawę. Nie trzeba się skupiać na pięciu tysiącach różnych elementów, bo ich nie ma – co pozwala też na szybsze rozgrywanie partii za każdym następnym razem.

W pudle znajduje się jeszcze:

  • sześć części ramki, które posłużą nam do utworzenia nabrzeża wyspy;
  • sześciokątne kafle, a jest ich dziewiętnaście, które symbolizują ukształtowanie terenu;
  • drewniane figury, które przedstawiają osady, miasta oraz drogi;
  • pion złodzieja;
  • żetony z literami i cyframi;
  • dwie kości sześcienne.

Ramka służy nam do utrzymania w kupie wszystkich sześciokątnych kafli. Oprócz tego są na niej oznaczone porty, dzięki którym możemy drogą morską wymieniać surowce taniej. Kafle ukształtowania terenu, to tak naprawdę nasze „kopalnie” surowców – jest ich pięć typów + pustynia, która niczego nam nie daje. I tu wchodzi element losowości – bo tereny układamy nie widząc, co na nich jest. Dupą do góry, znaczy. Czasami pola tego samego typu ustawią się obok siebie, innym razem nie. Czasem bliżej portu, w którym ten surowiec się wymienia 2:1 zamiast 4:1. I w sumie to zróżnicowanie mapy w przypadku każdej rozgrywki mi się podoba najbardziej.

Osady, miasta i drogi kupujemy za surowce, które w trakcie rozgrywki zdobędziemy. Musimy stawiać je dość sensownie, aby zapewnić sobie odpowiedni przychód surowców, najlepiej – abyśmy do każdego z typów mieli dostęp. Czasami jednak wystarczy, że rzuty kośćmi będą po naszej stronie i wtedy możemy śmiało stawiać na handel z pozostałymi graczami lub handel morski.

Złodziej – to złodziej. Nie tylko pozwala graczowi, który wylosował „7” na 2d6, zabrać losowy surowiec z ręki innego gracza, przy którego osadzie/mieście pion złodzieja został postawiony, ale też blokuje przychód surowców z tego pola. Dodatkowo przebudzenie złodzieja powoduje, że każdy gracz, który ma więcej niż siedem kart surowców musi wyrzucić połowę – dlatego ich przetrzymywanie jest ryzykowne.

Żetony z literami – układamy zgodnie alfabetem (i zgodnie z instrukcją), a następnie odwracamy je. Wartości liczbowe, to wartości przypisane do danego pola i jednocześnie wynik rzutu 2d6. Więc po rzucie 2d6 w turze gracza – odczytujemy wynik, sprawdzamy pole o tej wartości i jeżeli stoją przy nim nasze osady/miasta – pobieramy surowce. Dodatkowo liczby różnią się rozmiarami i kolorem (6 i 8). Wielkość czcionki symbolizuje prawdopodobieństwo wyrzucenia liczby na 2d6. Warto więc zwracać na to uwagę przy stawianiu osad.


Nigdy nie zauważyłem, że liczby na tych żetonach różnią się rozmiarem, taki ze mnie ekspert Catana :(


  • a w pudełeczkach karty surowców, jest ich pięć typów;
  • karty rozwoju;
  • cztery karty Kosztów budowy;
  • kartę Najwyższej władzy rycerskiej;
  • kartę Najdłuższej drogi handlowej.

Karty surowców. Karty, które gromadzimy i które wydajemy na zakup „domków”, dróg lub Kart rozwoju. No i oczywiście możemy przeznaczyć je na handel wymienny. Jest dokładnie pięć typów Kart surowców – czyli dokładnie tyle (co jest chyba logiczne) ile mamy typów pól.

Karty rozwoju, to rzecz bardzo przydatna – jeśli się ma szczęście, albo chce się koniecznie powalczyć o Najwyższą władzę rycerską. Szczerze mówiąc ja mam zawsze za dużo innych wydatków… Nie zmienia to faktu, że można otrzymać z nich Punkt zwycięstwa, po trzech zgromadzonych rycerzach – otrzymać dwa punkty zwycięstwa za Najwyższą władzę rycerską albo dostać inne fajne bonusy – jak budowa drogi za darmo. Nie jest może zbyt wiele opcji, jeśli o te karty chodzi, ale przy dobrym wietrze można za ich pomocą szybciej zakończyć grę zwycięstwem.

Karty Kosztów budowy – to po prostu ściąga. I powiem, że jest to bardzo przydatna ściąga. Zwykle pamiętam tylko jakie surowce są wymagane na budowę drogi. ; )

Karta Najwyższej władzy rycerskiej – karta ma wartość dwóch punktów, a otrzymujemy ją wtedy, gdy mamy trzech rycerzy (z Kart rozwoju) lub więcej – i jednocześnie więcej rycerzy niż inny gracz.

Karta Najdłuższej drogi handlowej – też warta dwa punkty. Otrzymujemy ją wtedy, gdy nasza droga jest najdłuższą wybudowaną i ciągnie się przez minimum pięć ‚odcinków’.

A skoro już o tych punktach. Celem gry jest zdobycie dziesięciu punktów. Każda osada warta jest jeden punkt, miasto – dwa. Do tego dochodzą wyżej wymienione karty NWR i NDH oraz dodatkowe punkty z Kart rozwoju.

Jeszcze trochę o handlu. Wymieniać surowce z dowolnym graczem możemy wyłącznie w swojej turze i wcale nie musi to być wymiana 1:1. Jednak Sekta Ciasnych poszła w stronę handlu „kiedykolwiek z kimkolwiek”. Innymi słowy – możliwy jest handel z graczami podczas kolejki innego gracza.

Osobiście mam wrażenie, że prowadzącemu to ułatwia zakończenie gry. Jeśli oczywiście mądrze handluje… Kill twierdzi, że ‚niekoniecznie’. I ja tam nie mam nic przeciwko temu trybowi gry, ale spokoju mi to nie daje. ; )


Genezą tego rozwiązania był nielegalny handel pod stołem (dosłownie), który stosowaliśmy z kumplami z mieszkania, aby powstrzymywać wygrywającego. Tak nam się spodobał, że w końcu zaczęliśmy „legalnie” grać w ten sposób.


Na sam koniec tego chaotycznego tekstu dołączę ocenę:

Estetyka (3+/5) – jakość planszy, pól jest naprawdę dobra… ale grafika na kaflach pozwala na dowolne interpretacje… Plusem tych plam na sześciokątnych polach są kolory, które pozwalają z daleka rozeznać się w ukształtowaniu całej wyspy. Przynajmniej symbole na kartach surowców wyglądają normalnie, dobrze… i można nawet powiedzieć, co to jest.

Bebechy (4/5) – prostota bije wszystko na głowę… Losowość (wcale nie taką totalną) biorę sobie tutaj za plus. Gdyby nie to – każda następna partia wyglądałaby podobnie. No i po kilku grach – tempo nie jest wcale takie niskie, pozostali gracze nie muszą aż tak długo czekać.

Frajda (5/5) – mam wrażenie, że gra sprawia „frajdę” wyłącznie mi : D, a reszta Sekty po prostu ją lubi. Pewnie się im już przejadła. Zastanawiam się tylko, czy jest to możliwe, czy po prostu inne gry też zasługują na chwilę uwagi. ; ) Ja gram od niedawna i przy każdej okazji, kiedy jest problem z wyborem gry – staram się zasugerować, że ‚może jednak Catan’. ; ) (kiedy nie ma tego problemu – też sugeruję Osadników)


Pozwolę sobie, żeby nie robić tu zbytniego burdelu, na parę słów podsumowania i ocenę. Jak byłem brzdącem szalenie lubiłem na Amidze 600 grać w Settlersów na trzech dyskietkach, pamiętam jak je zajechałem. Wspaniała gra, dlatego jakoś nie dziwi mnie, że pierwszą planszówką jaką kupiłem (wtedy jeszcze rodzinie na święta) byli Settlersi (z Catanu). Postanowiliśmy ze współlokatorami przetestować ją, tak na wszelki wypadek, żeby nie okazała się jakimś kosmicznym gównem. I musiałem szukać innego prezentu, bo przez następne pół roku graliśmy prawie codziennie w osadników :D Fantastyczna gra o trywialnych, wręcz prostackich zasadach. Ale sprawiała mi kupę frajdy.


Estetyka: 3/5 – kafle wyspy są fajne, drewniane drogi, domki i hotele są świetne do zabawy przed grą. Jest przeciętnie, ale estetycznie i czytelnie, stąd aż trója.

Bebechy: 2+/5 – plus za modyfikację handlową. Mechanika Osadników jest przestarzała, jest losowa, jest jaka jest. Z obiektywnego punktu widzenia obecnie nie powinna dawać frajdy. Ale mi daje :P

Frajda: 5/5 w trzyosobowym gronie, 4/5 w czteroosobowym. Niestety nigdy nie było dane mi zagrać z dodatkami, a chętnie położyłbym łapy na rycerzach, albo dodatku dla 5-6 osób, żeby w końcu móc fajnie pograć w czwórkę. Niestety posiadam starą, elitarną, pro i w ogóle wersję drewnianą, do której już dawno wyczerpał się nakład dodatków, a za używki ludzie życzą sobie astronomicznych sum. Będzie trzeba kiedyś kupić nową, plastikową wersję.

Co do Twojej oceny bebechów – może i mechanika jest przestarzała i tak dalej, ale jest wystarczająco dobra jak na „zagrajmy w coś szybko, w coś prostego”.

druid & Kill

0 komentarze do “Osadnicy z Catanu – Recenzja #2

  1. Killian

    W sumie powinienem podkreślić w podsumowaniu jedną ważną rzecz, o której Druid wspominał przynajmniej raz. Osadnicy są prostą gierą, świetną, żeby kogoś wprowadzić do świata planszówek, ale pr0si kręcą na nią nosem, bo losowa, bo coś tam sroś tam, że niby przestarzała. I chuj z tym, nie znają się :D

    Odpowiedz

Dodaj komentarz