Strife – (mini)Unboxing #6

Autor | 15 października 2014

Ostatnimi czasy sporo tu wszystkiego, tylko nie recenzji gier planszowych. Żebyście się więc nie czuli zawiedzeni… przed wami kolejny Unboxing! Ale nie bójcie się, nowe recki są już w drodze. Dziś jednak chciałem pokazać wam świeżynkę, grę, która miała swoją premierę kilka dni temu (albo ma za kilka dni, nie jestem pewien, a jakoś szukać mi się nie chciało). A urzekła mnie swoją oprawą graficzną (znowu…). Jest po prostu niesamowita, ale to zobaczycie na zdjęciach poniżej. Co to za tytuł? Przedstawiam wam…


Strife: Legacy of the Eternals

W małym, poręcznym pudle o rozmiarach 15 x 15 cm mieści się cała gra. I sporo powietrza – szkoda, że wydawca nie zdecydował się na prostokątne pudełeczko, w którym miejsce byłoby tylko na karty, byłoby jeszcze wygodniejsze do przenoszenia. Żeby nie było – to dalej maciupkie pudło, które łatwo wrzucić do plecaka i mieć czasem pod ręką, ale mogło być lepiej kosztem mniejszej ilustracji i krótszego opisu z tyłu, którego i tak nikt nigdy nie czyta (prawda?). Z okładki patrzy zaś na nas zachęcająco chyba najfajniejszy bohater – mroczny elf zabójca – utrzymany w bardzo przyjemnej dla oka kolorystyce. Takie stylowe, estetyczne i małe pudełko z pewnością zwróciłoby moją uwagę w sklepie.

W środku, poza kartami (o których za chwilę), znajdziemy jedną kostkę dziesięciościenną (wielka szkoda, że nie jest to jakaś customowa kość, tylko taka zwykła, czarna) i instrukcję na składanej ulotce. No i kartonik, który zasłania powietrze :( No i to tyle – trochę biednie. Czcionka w instrukcji jest odrobinę rozmazana i nieczytelna. Może to wina mojego zmęczonego wzroku, albo białych liter na czarnym tle, ale to raczej nie to – coś jest nie tak z drukiem albo z samą wybraną czcionką. No i od razu po rozłożeniu jej starta była cała farba na zgięciach, bidnie trochę. Ale spokojnie, spokojnie, spójrzcie bowiem na to…

Prawda, że ilustracje są fantastyczne? Prawda, przynajmniej według mnie – uwielbiam taki styl. Jedyni bohaterowie, jacy nie do końca przypadli mi do gustu to krasnolud w śmiesznych goglach, ale tylko dlatego, że na karcie jest napisane, do jakiej należy rasy oraz – niestety – dwie postaci żeńskie o trochę zbyt męskich rysach twarzy. Gdyby nie ich kwadratowe ryje nie miałbym się do czego przyczepić… Nie no, miałbym – do cholernej literówki na pierwszej karcie, którą widzi się po otwarciu pudełka (o ile oczywiście ktoś zwróci uwagę na tekst zamiast patrzeć na grafiki). Jedną z cech mnicha jest bowiem Bitwena Więź, ała :( Podoba mi się też ogólny dizajn kart czempionów – żadnych ramek, fajne ikonki, świetnie dobrana czcionka. No po prostu, estetycznie cud, miód i orzeszki. Szkoda tylko, że obaj gracze mają identycznie wyglądających bohaterów. Obstawiam, że zdecydowanie ułatwia to grę i rozumiem, że były za tym i inne powody, ale po prostu chciałbym mieć takich grafik więcej.

Dobrze więc, że poza bohaterami w pudełku znajdziemy jeszcze lokacje z nieziemskimi krajobrazami, szczególnie tymi leśnymi. Rany, to musi brzmieć jak tekst sponsorowany, ale sami pewnie przyznacie mi rację patrząc na zdjęcia powyżej. A jak ktoś chce je pooglądać w lepszym wydaniu do marsz do sklepów! O ile oczywiście gra okaże się dobra, ale na taką się na szczęście zapowiada.

Same kartoniki mają odpowiednią grubość i zdają się być wykonane na wysokim poziomie. W zasadzie to na bardzo wysokim poziomie. Owszem, zweryfikuje to kilka partii, ale śmiem twierdzić, że nic się nie powinno zbyt szybko zetrzeć. A to dobrze, bowiem rozmiar kartoników jest dość nietypowy – 8×12 cm to nie jest coś, na co koszulki znajdzie się w każdym sklepie. A że kartoników w środku jest tylko 35, to potrzeba będzie jakiejś dziwnej liczby paczek. W zamian za to mamy jednak świetne, duże i czytelne ilustracje, i wydaje mi się, że warto pójść na taki deal w tym przypadku.

W bonusie mamy jeszcze karty służące do podliczania punktów. Są one całkiem zabawne (nie wiem jak z przydatnością), przesuwamy bowiem kartę z dziesiątkami po torze jedności, przez co otrzymywane wyniki są w postaci 8+40, 3+20… Trochę tak liczone po niemiecku :D Ale jakiegoś większego problemu związanego z tym nie widzę.

Oby gra była tak samo fajna, jak ładna!

Killian

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.