Suburbia – Recenzja #7

Autor | 20 kwietnia 2014

Przyszła w końcu pora, by zrecenzować tytuł, który zapoczątkował podbój planszowej części internetów.

Tytuł, który jest lekką, rodzinną wręcz grą strategiczną. W budowanie wymarzonego miasta, jak w SimCity.

Tytuł, którym jest…

Suburbia

z dodatkiem Suburbia Inc.

Polecam również zapoznać się z pierwszym tekstem poświęconym Suburbii, który doskonale uzupełnia poniższą recenzję.

Druidzie, Suburbia jest dla naszej grupy grą specjalną z jednego powodu – to od niej zaczęły się prace nad blogiem. Odłóżmy jednak sentymenty na bok – czym dla Ciebie jest ta planszówka?

Pomijając fakt, że właśnie jest symbolem samego początku istnienia bloga, to… Przede wszystkim świetną grą, bo zawsze się przy niej (tak mi się wydaje) wszyscy dobrze bawią. Jest też powrotem do czasów dzieciństwa, bo widzę w tym gry typu SimCity. I w sumie kiedy gram, to w ten właśnie sposób na nią patrzę. Wiadomo, że nie ma w niej tylu możliwości, co w grze komputerowej, ale to uproszczenie nie wydaje się być jakkolwiek złe.

Chociaż lubię różnego rodzaju simy, to w SimCity jakoś nigdy się nie zagrywałem. Pomimo tego, Suburbia również przypadła mi do gustu – właśnie dlatego, że od brzdąca lubiłem budować i zarządzać swoim miastem/osadą, głównie w Settlersach. Niestety planszowi Osadnicy w nikłym stopniu nawiązują do oryginału, ogromna szkoda. Wzmianka o Osadnikach nie jest jednak przypadkowa – wydaje mi się, że pod względem skomplikowania obie gry stoją na tej samej półce.

Zdecydowanie nie są to takie same gry. W Osadnikach buduje się jakąś większą kolonię/państwo (stawiając domki, większe domki i drogi) – coś, jak właśnie gra komputerowa The Settlers. Ogólnie świetna sprawa w obu przypadkach, jednak Suburbia jest bardziej rozbudowana. Gry, które dawały więcej niż tylko giwerę i button „fire” były zawsze o niebo lepsze.

„Właśnie dlatego, że od brzdąca lubiłem budować i zarządzać swoim miastem/osadą” – to mógłbym przypisać i sobie. Pod względem skomplikowania stoją na tej samej półce, ale jeśli chodzi o możliwość kombinowania, to Suburbia jest zdecydowanie lepsza.

Na pewno, gdybym miał wybierać (a wybór byłby ciężki, tu są heksy… i tu są heksy… ; D), to zdecydowałbym się na Suburbię.

No właśnie, to jest to, co przypadło mi do gustu w tej grze – kombinowanie w wersji lekkiej, przyjemnej i strawnej. W teorii w swojej turze jedyne co możemy zrobić, to wybrać kafelek, który wybudujemy w naszej wspaniałej metropolii. Jednak za tym wyborem czają się ukryte opcje – czy lepiej przyblokować przeciwnika, żeby nie dostał idealnego kafla? Czy tym ruchem nie zdradzę mojego sekretnego celu?

Owszem, z racji ogromnej puli kafli budynków, z których tylko część trafia do gry, ciężko jest zaplanować długofalową strategię. Dzięki temu ciężar całego główkowania skupia się na analizie aktualnej sytuacji, adaptacji planów i próbie ugrania jak najwięcej.

Kombinowanie w wersji przyjemnej i strawnej na pewno, ale niekoniecznie lekkiej. Mam tu na myśli to, że chcąc osiągnąć więcej niż mniej trzeba się mocno zastanowić nad utrzymywaniem poziomu gotówki, przychodu czy reputacji. To wymaga spoglądania na cele, na kafle możliwe do zakupu, odpowiedni kierunek rozwoju miasta (i tu chodzi zarówno o typy kafli oraz odpowiednie ich dostawianie, aby nie zapędzić się w kozi róg). Trzeba też zaglądać na sąsiadów, a im ich więcej tym trudniej ogarnąć sytuację. I dobrze, większa konkurencja – więcej zabawy.

Moim zdaniem im więcej, tym niekoniecznie lepiej. W tego typu strategiach, czyli lekkich i bez bezpośredniej negatywnej interakcji, wydaje mi się, że idealnie jest grać we trójkę. Dlaczego? Przez czas pomiędzy turami. Przy czwórce bywa już zbyt długi.

Masz rację, ale tutaj, w Suburbii, więcej – nie znaczy gorzej. Nie oznacza to też, że jest trudniej czy coś tam… Po prostu jest ciekawiej. Nie dostajemy pięciu tysięcy różnych możliwości, a zaledwie kilka i na jedną z nich się decydujemy spoglądając na to, co możemy zrobić, a co mogą przeciwnicy… „Ciężar całego główkowania skupia się na analizie aktualnej sytuacji” – właśnie o to mi chodzi.

Do celów staramy się dążyć od początku gry, a cała reszta to analiza aktualnej sytuacji i dobór odpowiednich działań w danej chwili. I może brzmi to tak, jakbyśmy faktycznie musieli starać się stawiać pojedyncze hydranty przy drogach, ale tak nie jest.

Wspomniałeś jednak o przychodzie i reputacji, czyli podstawowej mechanice Suburbii. Warto by się im przyjrzeć bliżej, szczególnie pod kątem mechanizmu, który służy do przeciwdziałania efektowi kuli śnieżnej. Każdy z kafli posiada dwa rodzaje bonusów: natychmiastowy, który dostajemy zaraz po postawieniu oraz warunkowy, który dostajemy, gdy – jak może ktoś już zagadnął – spełni się odpowiedni warunek, taki jak sąsiadujące budynki w odpowiednim kolorze, czy ilość posiadanych fabryk przez wszystkich graczy.

Wszystkie te bonusy przekładają się na zwiększenie przychodu/reputacji albo pieniędzy/mieszkańców (punktów). Czym się różni jedno od drugiego? Pierwsze to długofalowe źródło kasy i mieszkańców, z którego korzysta się pod koniec każdej tury. Drugie, jak można się już domyślić – to natychmiastowy bonus. Celem gry jest oczywiście przyciągnięcie jak najwięcej ludzi do naszej metropolii, nie da się tego jednak zrobić bez pieniędzy. W tym całe piękno prostej mechaniki.

W swojej turze wybieramy który budynek chcemy postawić, a następnie płacimy architektowi i ekipie budowlanej. I czasem jakąś łapówkę, żeby szybciej dobrać się do nowych projektów – świeżo dodane do puli kafle wymagają uiszczenia dodatkowej opłaty. Dzięki temu zmniejsza się szansa, że ktoś sprzątnie nam wymarzony kafelek tylko dlatego, że pojawił się pod koniec naszej tury.

I tu dochodzimy do bardzo ważnej rzeczy w Suburbii, czyli tego, gdzie kafelek dostawić. Najlepsze nawet blokowanie innych graczy nic bowiem nie da, jeśli spartolimy design naszego miasta. A ponieważ kafle biorące udział w partyjce są losowane ze sporej puli, nie jest to proste zadanie. Jednakże kombosy, które udaje się czasem uzyskać są bardzo satysfakcjonujące :)

Napisałbym o przychodzie, ale niewiele pamiętam, poza tym, że wzrost przychodu lubi wiązać się z ujemną reputacją (chyba). I jeśli odpowiednio kafle się ułożą, to jest stosunkowo łatwo się dorobić wysokiego przychodu, a co za tym idzie – pieniążków.

A reputacja? To jest coś, czego nigdy nie potrafię ostatecznie wyważyć podczas gry. Czasami mam jej przyrost za duży, co powoduje opadanie wskaźników reputacji i przychodu. Czasami za mały, przez co później mam problem dogonić czołówkę. I jeszcze żebym skupiał się na celach, co nimi bym podgonił w punktacji ; d. Postępy są. Nawet się wygrało. Ale… ; P I chyba dlatego to jest fajne. Cała Suburbia. Trzeba nieco pomyśleć, bo bezsensowne stawianie kafli absolutnie nic nam nie da.

W Suburbii mamy do czynienia oczywiście z losowością – komuś mogą podejść lepsze budynki, komuś gorsze. Co wtedy? Czy stoimy od razu na przegranej pozycji? Ależ nie! A odpowiada za to wspaniały mechanizm kosztów utrzymania miasta.

Jeśli populacja przekroczy pewien próg, koszta rosną więc przychód i reputacja gracza spadają o jeden punkcik. Im więcej punktów nakosimy na początku, tym większe kłopoty mogą nas czekać później. Z drugiej strony, jeśli skupimy się na przychodzie, możemy pozbawić się możliwości dogonienia czołówki, która przegoniła nas o sporo punktów. Doskonałe w swojej prostocie, i jak Druid wspomniał – nie tak łatwo to ostatecznie wyważyć, nawet jeśli ma się za sobą sporo partii.

Oprócz tego, w każdej partii pojawia się zupełnie inny zestaw specjalnych celów. Są to zadania, za których spełnienie dostaje się na samym końcu gry dodatkowe punkty. Część z nich (tyle, ilu jest graczy) jest jawna i w oczywisty sposób rzutuje na rozgrywkę – każdy w końcu chce zgarnąć jak najwięcej punktów. Każdy z graczy ma również swój tajny cel. Większość (o ile nie wszystkie) dotyczy posiadania największej lub najmniejszej ilości czegoś (a przez czegoś mam na myśli przychód, reputację, budynki określonego koloru, itp.). A ponieważ w przypadku remisu nikt nie punktuje, odgadnięcie tajnego celu przeciwników jest bardzo ważne i przydatne.

Czasami jednym z celów może być najmniejszy przychód. Wtedy, jeśli dopisze nam szczęście, to możemy wydać zgromadzone pieniążki tak, aby gwałtownie zwiększyć przyrost reputacji, a jednocześnie zmniejszyć przychód. I takie operacje zalecam zostawiać sobie na „już prawie koniec gry”, bo źle będzie ocknąć się na kilka tur przed końcem gry, kiedy nie będzie pieniążków na cokolwiek, a dodatkowo będziemy „płacić ludźmi” na planszy punktów.

Omówiliśmy już w zasadzie całą podstawową wersję Suburbii. Jak widać, gra nie jest strasznie skomplikowana, ale pozwala rozruszać trochę mózgownicę bez ryzyka przegrzania. Co ważne, partyjkę da się spokojnie skończyć w godzinę – półtorej, nie zabiera więc całego planszówkowego spotkania. Jak dla mnie, podstawka broni się sama i jest to warta rozważenia opcja nawet jeśli nie planujemy inwestować w przyszłości w dodatek.

Gra nie jest skomplikowana. Daje kilka możliwości, które z pewnością urozmaicą każdą partię. Dodatkowo losowość kafli nie jest tutaj wyznacznikiem tego, że komuś będzie powodzić się gorzej lub lepiej – właśnie dlatego wspomniana wcześniej analiza aktualnej sytuacji jest w grze tak istotna. I to na plus dla tych, którzy losowości w grach nie lubią.

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko postawić +1 po Twojej wypowiedzi, Killu. Podstawka broni się sama. Nie wiedząc o dodatku – nie pomyślałem o tym, że może jakiś być (może za wyjątkiem parunastu dodatkowych heksów).

Ale skoro trafiła się okazja, żeby kupić dodatek za grosze, to pokusimy się o odpowiedź na jedno proste pytanie – czy warto?

I jak się okazuje, to nie takie proste. Dlaczego? Dodatek wprowadza kilka nowych rozwiązań, które wpadają jednak do kategorii „więcej tego samego”. Zacznijmy od najbardziej rzucających się w oczy granic. Są to nowe, ogromne obszary, których złe ustawienie może zablokować jakikolwiek sensowny rozwój (jak moje wspaniałe miasto tunelowe z pierwszej partii z dodatkiem). Zapewniają one za to bonusy, które zdecydowanie przebijają „średniego” hexa, przynajmniej w moim odczuciu.

Oczywiście, że warto kupić dodatek. Warunek tylko jest jeden – spodobała nam się podstawowa wersja gry. Odpowiem może na pytanie: ‚Dlaczego warto?”. Dlatego, że mamy kilka dodatkowych heksów, a oprócz tego wspomniane Granice, które potrafią sporo namieszać, ale i sporo dać. Strategia rozwoju miasta może pójść dzięki dodatkowym kaflom w innym kierunku. Warto – bo dostajemy więcej możliwości, po prostu.


Problemem jest jego cena :P

Cena zawsze jest problemem : P


Fajnie, trzeba brać kolejną rzecz pod uwagę, co może wydłużyć partyjkę. Z drugiej strony więcej możliwości powoduje, że rzadziej zdarzy się sytuacja, w której nie możemy kupić niczego sensownego. Nie zmienia to faktu, że to po prostu kolejny stosik dostępnych kafli, różniących się przede wszystkim kształtem.

Ten kształt ma tutaj spore znaczenie, bo przez swoją nieuwagę możemy narobić trochę bałaganu. Przy rozsądnym ich stawianiu możemy sporo zyskać. Co ciekawe – dodatek NIE WYMUSZA na nas kupowania granic czy wypełniania dodatkowych misji („bo skoro je wam dajemy, to musicie ich użyć, aby wygrać”). Aby nie szukać daleko, ten człowiek (wskazuje paluchem na Macoka) potrafi nie wypełniać misji i nie używać granic, a i tak sobie nieźle poradzić. Przynajmniej nie przypominam sobie, aby wypełnił jakąś misję, natomiast granic nie miał żadnych.


I przegrał z Mistrzem Suburbii!


Drugą, zupełnie nową rzeczą są bonusy i misje (święte ehehehe). Choć różnie nazwane, oba działają tak samo – przed rozpoczęciem drugiego i trzeciego stosu każdy z graczy sprawdza, czy spełnia odpowiedni warunek. I w przeciwieństwie do wszystkich innych rozwiązań w grze – bonus dostaje każdy, kto się załapie.

Wydaje mi się to fajnym urozmaiceniem, głównie dlatego, że znacząco wpływa na podejmowane decyzje. Czy olać chwilowo swoją strategię, żeby zdobyć ten bonus? Czy jestem w stanie przegonić kogoś, kto go zgarnie? Warto też wspomnieć, że w pudle dostajemy po 10 bonusów i misji, a w grze pojawia się tylko jeden kafelek z każdego rodzaju. Wpływ na regrywalność – świetny, chociaż trochę drogi. I to jest główna wada dodatku.

Być może dałoby się wrzucić tam coś jeszcze. Niewykluczone, że twórcy po prostu chcieli szybko coś sprzedać, albo podzielić dodatek na dwa ; P.

Misje i Bonusy to fajna sprawa jednak ich wpływ na grę (choć przydatny) chyba nie jest aż tak duży – szczególnie jeśli swoje miasto prowadzi się po prostu źle i ewentualny zysk z misji i tak zostanie szybko stracony. Z jednej strony fajnie, jeśli gracze są na podobnym poziomie, z drugiej ktoś bardziej ogarnięty w temacie po prostu może próbować to wykorzystać (i słusznie, o to w tym chodzi).

W pudle znajdują się jeszcze nowe, „zwykłe” kafle, dzięki czemu te z drugiego stosu ledwo mieszczą się teraz do woreczka. Jest to tylko kilka dodatkowych wzorów, ale muszę przyznać – są ciekawe. Jedynym, moim zdaniem, wyraźnie przegiętym kaflem jest Urząd Wojewódzki, którego bonus warunkowy daje właścicielowi dwa dolce za budynek w KAŻDYM z czterech kolorów. Za jedyne 11 hajsów! Pozostałe, choć zarąbiste i mocne, wydają się być jednak bardziej zbalansowane.

Rozwiązania zaproponowane w dodatku spodobały mi się i skoro już go mam, to wątpię, że zagram bez któregoś DLC… Ale to porównanie do „dodatków” do gier komputerowych jest bardzo trafne. W cenie dodatku można kupić recenzowane dwa tygodnie temu Cienie nad Camelot: Grę Karcianą (i chyba jeszcze zostanie), a same zmiany, choć fajne, nie są zbyt znaczące.

Jeśli jednak traficie dodatek w jakiejś promocji – ja bym się nawet nie zastanawiał, o ile oczywiście podstawka przypadła wam do gustu. Więcej świetnej giery to więcej świetnych gier!

Cóż. Ja bym chętnie pograł sobie w takie SimCity na planszy. I nie widziałbym nic przeciwko temu, aby Suburbia dostała wszystkie możliwe opcje z gry komputerowej – i choćby miała trwać jedna partia przez kilka dni… grałbym. Pod warunkiem, że ciągle działoby się coś nowego, ciągle mielibyśmy jakieś problemy, a tura nie trwałaby wieki ; P. To by mi się podobało.

Estetyka: 4/5 – bo mi się taki styl graficzny bardzo podoba. Chyba przez skojarzenie z Rollercoaster Tycoonem. Więcej możecie poczytać tutaj.

Bebechy: 3/5 – mechanika jest prosta, a ilość decyzji nie poraża. Jednak biorąc pod uwagę, że to lekka, wręcz rodzinna, strategia, to główkowania jest dość sporo. A co najważniejsze, bardzo przyjemnego. I nie boli potem głowa, jak po Androidzie.

Frajda: 5/5 – uwielbiam grać w Suburbię i nigdy nie odmawiam partyjki. Zasłużony znak jakości Killa! Inaczej bym jej nie kupił :D

Estetyka – (3+/5) – Wszystko jest ładne i czytelne. Przynajmniej mi się takie wydaje. Nie widzę problemów z odczytywaniem symboli (gorzej z pamięcią, bo trzeba pamiętać o bonusach typu: za każdy żółty dodaj se $2). Dlatego gdyby przy zakupie nowego kafla te, z którymi jest on powiązany jakimiś efektami dodatkowo świeciły się… 

Zabrałem połówkę za trójkąt na piniondze… ; P


Faktycznie, jest bezużyteczny. Bardziej niż znacznik pierwszego gracza!

Nah. Trójkąt na piniondze przydaje się na… na… no te monety 10hajsów się mieszczą. ; P A znacznik pierwszego gracza jest RZalowy.


Bebechy – (4/5) – Nie dam 5 chociaż chciałbym bardzo. Mechanika jest bardzo prosta przez co szybko można się naumać grać. Tura nie trwa przesadnie długo, a poza tym czas dla innego gracza, to również czas na zastanowienie się nad naszym ruchem. Trzeba w końcu ogarnąć, co mamy, co mają przeciwnicy i co opłaca się zrobić. Daję 4+ i zabieram plus za wspomniany wyżej Urząd Wojewódzki : D

Frajda – (5/5) – i wystarczy. Nie wiem jak inni członkowie Sekty Ciasnych, ale ja się zawsze przy tym bawiłem bardzo dobrze. I mam wrażenie, że inni bawili się przynajmniej na tyle dobrze, aby dać te 4/5 : )

Kill & druid

8 komentarze do “Suburbia – Recenzja #7

  1. Monika Wieczorek

    Poważniej – grałam dwa razy i choć oba razy finiszowałam gdzieś daleko za Wami – ekstra planszówka! Niewiele gier sprawia, że nie nudzę się czekając na swoją kolej. Te nerwy kiedy masz wypatrzony kafelek i zbiera go – Druid! Ach :) Nawiasem mówiąc – nie robimy żadnych zdjęć u mnie… Przypominajcie mi!

    Odpowiedz
    1. druid

      Pech, że druidowi podoba się ten sam kafelek. Chociaż akurat w ostatniej grze miałem zupełnie inny plan niż Twój ; P. Przy okazji kolejnej partii możemy zrobić tak, że Ty będziesz zabierać mi kafle, proste. Teraz miałem i tak trudno, bo zabierał/wyrzucał mi je bardzobogatyKill, więc… : P

      Odpowiedz
        1. druid

          Chciałem proponować nawet. ; )
          Ale skoro już tak usiadłaś. No i nie musiałabyś siedzieć pod oknem ; P

          Odpowiedz
  2. Pingback: Eldritch Horror: Potwory w Tokio i DLC w planszówkach – Szorty #3 - DWLC - blog planszówkowy

  3. Pingback: Osadnicy: Narodziny Imperium – Unboxing #4 - DWLC - blog o grach planszowych i fabularnych

Dodaj komentarz