Świąteczny Unboxing #8

Autor | 5 kwietnia 2015

Święta, święta i na szczęście jeszcze nie po nich więc okazje do pogrania w plansze jeszcze się znajdą. Ze świętami związana jest jeszcze jedna, bardzo przyjemna rzecz – prezenty! Z tej okazji chciałbym was zaprosić do obejrzenia podwójnego Unboxingu. I życzyć wesołych świąt!

Świąteczny Unboxing

Pierwszym tytułem, któremu się przyjrzymy, będzie Star Wars: Imperium vs Rebelia. To niewielkich rozmiarów gra karciana, w której gracze prowadzić będą, zaskakująco, dzielnych terrorystów z Rebelii albo sługi potężnego Imperium galaktycznego do ostatecznego zwycięstwa nad przeciwnikiem. W tym celu brać będą oni udział w znanych z filmów wydarzeniach, wprowadzając do gry swoich stronników tak, by przeważyć szale zwycięstwa na swoją korzyść.

Jak we wszystkich grach wydawanych przez FFG, design kart jest dobrze przemyślany. Patrząc na nie można bez pomocy instrukcji zacząć się domyślać, do czego służą poszczególne ich rodzaje. Wszystkie karty zawierają słowny opis specjalnej zasady – nie ma na nich żadnych ikonek. No, poza kartami wydarzeń, na których przy pomocy heksów zaprezentowano limit kart, które można do nich przypisać. Dzięki temu łatwiej będzie siąść do gry z kimś nowym. Przeszkodzić może w tym niestety instrukcja. Choć krótka, to napisana jest w ulubionym przez FFG, strasznie zagmatwanym stylu, który strasznie przeszkadza w zrozumieniu nawet prostych zasad. A już myślałem, że FFG się czegoś nauczyło…

Ilustracje na kartach to kadry wprost z filmowych ekranów. Przedstawiają różne sytuacje i postaci z filmów i dobrze pasują do rodzaju karty. Szczególnie do gustu przypadło mi wydarzenie Pokaz siły, na którym ukazano niszczycielski promień energii z Gwiazdy Śmierci, który zmierza w kierunku Alderaana. Szkoda tylko, że w talii każdego gracza znajdują się tylko cztery różne rodzaje kart, nie licząc bohaterów. To oznacza, że ujęcia będą się często powtarzać… Jasne, dzięki temu nie będzie problemu z rozpoznaniem tego, co znajduje się na stole na pierwszy rzut oka, ale Star Warsów nigdy za wiele i chciałbym zobaczyć więcej różnych ujęć na kartach.

Spodobały mi się też rewersy kart zasobów (czyli talii każdego gracza). Wyglądają, jak symbol frakcji narysowany na jakiejś ścianie, albo burcie statku, ale imperialny jest nienaganny, bez żadnej rysy czy zadrapania, a rebeliancki wprost przeciwnie – farba nie trzyma się powierzchni, kolor już dawno temu stracił pierwotny odcień, a całość wygląda, jakby nadawała się do generalnego remontu. Prosty zabieg, który dobrze oddaje ducha każdej frakcji.

Jedyny problem, jaki mam z kartami, to fakt, że wydrukowane są… dziwnie. Ciężko to opisać, ale w skrócie wygląda to tak, jakby każdą kartę ściśnięto w drobnej kratownicy, zostawiając na niej taką charakterystyczną kratkę. Nie wiem, czy to specyfika nowych drukarni, z których usług korzysta FFG, gdyż XCOM również ma takie karty, ale tam nie rzuciło mi się to tak w oczy. Nie powinno to przeszkadzać w grze, karty są w końcu czytelne, ale trochę irytuje. Przynajmniej mnie.

W niewielkim pudełku znajduje się jeszcze jeden mały romelek z żetonami. Większość z nich stanowią żetony wpływów, o których za wiele nie da się powiedzieć – ot takie sobie znaczniki, nie przedstawiające niczego konkretnego. Fajny jest za to żeton inicjatywy/pierwszego gracza (jak zwał, tak zwał). Z jednej strony znajduje się na nim symbol Imperium, z drugiej Rebelii. Nic specjalnego, ale i jego kolorystyka jest świetna (odpowiednio czarne i białe tło), i jego dwie strony… Pierdoła, ale fajna. Ciekawostką jest fakt, że o dziwo nie został przetłumaczony dowód zakupu (mały kwadratowy kafelek, który znajduje się w każdej grze FFG).

Star Wars: Imperium vs Rebelia to niewielka gra z niewielką liczbą komponentów. Jakościowo nie ma się za bardzo do czego przyczepić, no, może trochę do tej kratki. Problemem jest jednak coś innego – ciężko te wszystkie karty zmieścić w pudełku po włożeniu ich w bardzo cienkie koszulki. Czemu nikt nigdy nie myśli o graczach, którzy wszystko muszą koszulkować?

Drugim tytułem, któremu zajrzymy dziś do pudełka, będzie 303, wydany przez IPN. Jeśli potraficie kojarzyć fakty, to możecie się już domyślić, że gra ta dotyczy poczynań sławnego Dywizjonu 303. Graczom przyjdzie wcielić się w rolę pilotów RAF i Luftwaffe, którzy zmagać się będą ze sobą podczas Bitwy o Anglię. Celem złych jest zbombardowanie Londynu, a dobrych, co chyba oczywiste, nie dopuścić do tego.

Pierwsze, co zwraca uwagę, to waga pudełka w porównaniu do jego niepozornych rozmiarów. Obiecuje to dużo dobrze wykonanych elementów, co nie? Po otwarciu okazuje się, że to wina głównie instrukcji – potężnej księgi na grubym papierze kredowym. Zawiera ona zasady z przykładami w każdym miejscu (za co ogromny plus, tak się robi instrukcje!), a także historyczne notki na temat trzech pilotów i trzech maszyn wykorzystywanych w Bitwie o Londyn. Wszystko to w trzech językach i to właśnie powoduje, że książeczka jest tak spasiona. Nie powiem, wolałbym w niej więcej wiadomości z historii kosztem międzynarodowego wydania, ale rozumiem wydawcę. Jedyne, co zupełnie nie pasowało mi w instrukcji, to dziwaczna tabelka pomocna w rozpatrywaniu strzału. Raz, że jest w niej błąd, a dwa – tabelka na całą stronę służy do wyjaśnienia tego, że trafiamy na połowie wyników na kościach, pojedyncze trafienie uszkadza maszynę, a dwa trafienia ją niszczą… Ugh.

Pod instrukcją znajduje się plansza, przedstawiająca mapę Anglii podzieloną na heksy, po których poruszają się samoloty. Każdy wie, że heksy to najwspanialsza rzecz na świecie! Mapa, według instrukcji, wzorowana jest na stole sztabowym Centrum Dowodzenia RAF – przez to wygląda bardzo surowo, ale klimatycznie. Na mapie zaznaczono startowe pozycje wszystkich samolotów, dzięki czemu przed każdą partią nie trzeba zaglądać do instrukcji. Na planszy znajduje się jeszcze świetny znacznik tur w postaci wskaźnika zużycia paliwa. Chodzi gładko, nie to co obrotowe wskazówki w grach FFG i sprawdza się naprawdę czadowo!

Czym byłaby jednak gra o samolotach bez samolotów? Niczym. W tej roli wykorzystano żetony wykonane z dość cienkiego kartonu, na których znajdują się miniaturki myśliwców (i bombowca). To, co na początku trochę mnie zaskoczyło to fakt, że myśliwce RAF są niejako do góry nogami, ale po rozłożeniu tego na planszy od razu widać, dlaczego – dzięki temu każdy z graczy widzi swoje maszyny z dobrej perspektywy, skierowane w stronę przeciwnika. Pierdoła, a pokazuje, jak przemyślana jest oprawa. Szkoda tylko, że podobizny samolotów nie zostały przedstawione na drewnianych żetonach. W takim tytule prezentowałyby się dużo lepiej niż cienki karton.

W pudle znajdują się jeszcze trzy kostki ze ściankami, na których przedstawiono symbole wojsk biorących udział w starciu: RAFu, Polskich Sił Powietrznych i Czechosłowackich Sił Powietrznych oraz Luftwaffe (razy trzy, dla równowagi). Kostki są naprawdę fajne, choć trochę za lekkie, osobiście preferuję cięższe „okazy”. Ale to wszystko „wina” tego, że są drewniane – dawno już nie miałem takich w ręce. Oprócz tego w pudełku znajduje się jeszcze dwanaście małych drewnianych sześcianików do oznaczania tego, kto może strzelić. Są małe, są drewniane, są… niczym się niewyróżniające. Ale dobrze, że są.

Za dużo tu tego nie ma, a co gorsza, wypraska w pudełku jest tak skonstruowana, że po zamontowaniu wskaźnika tur na mapie, nie chce się to wszystko spokojnie zmieścić w środku – pokrywka trochę odstaje. Poza tym, no i brakiem drewienek, nie mam specjalnych zastrzeżeń odnośnie zawartości. Choć dziwi mnie trochę fakt, że to instrukcja jest zdecydowanie najlepiej wykonanym elementem gry.

Powiększ

303_unbox-16
Spostrzegawcze osoby zauważą zapowiedź kolejnej recenzji ;-)

Nie pozostało mi już nic innego, jak zabrać się do grania ;-)

Killian

Dodaj komentarz