WFRP – Opowieść Najemnika #3

Autor | 21 czerwca 2016

Ło rany, nie graliśmy w Warhammera od trzech miesięcy… W końcu się udało, a dzięki Pablowi możecie poznać kolejny odcinek historii o naszej dzielnej kompanii. Krótki, bo krótki, ważne, że kampania ruszyła do przodu. Zapraszam do lektury!

Opowieść Najemnika

Nazajutrz poznaliśmy hrabinę Katarinę Braun. Młodą, niewinną dziewoję, pochodzącą z dalekiej północy. Ku naszemu zdumieniu podróżowała sama – nie miała ni służby, ni wielu bagaży. Przestraszona i opuszczona ptaszyna desperacko potrzebowała męskiego ramienia, które otoczy ją opieką w tym mrocznym i zimnym świecie – nic tedy dziwnego, że wynalazła sobie mnie i moich towarzyszy. Pierw jednak musiałem tłumaczyć im, obyty w służbie możnym jegomościom i dwornym damom, jak należy zachowywać się w obecności naszej panienki. Rozumiecie przecież drodzy, że ich mozolna i wyczerpująca krucjata przeciw siłom ciemności wypaliła z nich ogładę i takt. Zgodnie ustaliliśmy, że najlepiej będzie jeśli to ja będę przemawiał do Hrabiny w naszym wspólnym imieniu.

„Imperator Wilhelm” był imponującym statkiem, a wierzcie mi – wiele łajb w swym życiu oglądałem. Wystawne wnętrza, atłasy w oknach, obite skórą wyprawianą fotele, jadło wprost niebo w gębie – taka podróż to czysta przyjemność. Kapitan okazał się zagorzałym duchownym boga rzek Taala i co wieczór przewodził nabożeństwom ku jego czci na pokładzie głównym. Ja natomiast wolny czas wolałem spędzać na innych rozrywkach. Czarujących dam podróżowało do Nuln bez liku, a każda łypała łakomym okiem na egzotycznego Tileańczyka. Resztę zostawiam waszej wyobraźni gołowąsy…

Wracając do sedna sprawy – otóż podróż miała nam zająć pięć dni i nocy, a już drugiego dnia nasz spokój został zmącony. Z czeluści Reiku na pokład wyskoczyły dziesiątki zwierzoludzi. Atak było tyle niespodziewany co nieudolny. Pozbawieni dowódcy bestioludzie wpadali wprost pod nasze ostrza. Mimo licznej przewagi liczebnej, ustępowali nam kunsztem i odwagą. Szturm odparliśmy, choć pamiętam do dziś jak ranił mnie największy z nich, gdym się rzucił zasłonić naszego kapitana. On serdecznie mi później dziękował, wychwalając ofiarność cudzoziemca, której jak sam mówił brakuje imperialnej braci.

To niestety nie był koniec kłopotów. Nazajutrz byliśmy świadkami ostrej waśni pomiędzy szlachcicami, Mathiasem Alptraum i Reinoltem Leitdorf, gdzie pierwszy z nich zarzucał drugiemu zdradę i sprowadzenie nieszczęść na swój ród wygrażając i wyklinając zaciekle. Jakże wielką musiał darzyć ów mąciwoda nienawiścią Reinolta, bowiem wieczorną porą odkryto zwłoki nieszczęśnika. Kapitan poprosił nas o pomoc w schwytaniu sprawcy, a my od razu wiedzieliśmy kogo należy szukać w pierwszej kolejności. Pomni jednak swej pierwotnej powinności, ustaliliśmy, że ja pozostanę na straży przy naszej hrabinie, zaś Gotfried, Hugo i Czarny Albrecht ruszą tropem mordercy…

Isidore

Dodaj komentarz