Zamki Szalonego Króla Ludwika – Unboxing (i marudzenie) #11

Autor | 27 listopada 2015

Nie tylko król Ludwik zasługuje na miano szalonego. Jak się okazuje, kampania mająca na celu wydanie polskiej wersji tytułu o budowaniu zamków wspomnianego króla również może być tak określona. Dlaczego? Tego dowiecie się, kiedy zajrzymy do pudła…

Zamki Szalonego Króla Ludwika

A właściwie jeszcze przed zajrzeniem do środka. Wspierający grę otrzymali bowiem woreczek z kampanijnymi nagrodami, jak również dodatkową wypraskę i… karteczkę z wyjaśnieniami.

Zacznijmy jednak od początku. Zamki zostały ufundowane już wieki temu (i nie mam tu na myśli oryginalnych, kamiennych wersji), ale z powodu wielu zabawnych i całkowicie przypadkowych przypadków, bo przecież nikt nie zawinił i wszyscy się kochamy… no, z różnych powodów gra zaliczyła półroczną obsuwę. O tym, jak wyglądało informowanie ludzi o całym zamieszaniu i sposobie zaprezentowania pierwszego wydruku pozwolę sobie nie wspomnieć. Dość, że pudło w końcu wylądowało w moich łapach, z wiadomością od koordynatora zamówienia brzmiącą mniej więcej: “zaliczyli kolejny fuckup, reklamacje przyjmują indywidualnie” (swoją drogą dzięki DarkSide za ogarnięcie zamówienia grupowego – kawał świetnej roboty!).

Wracamy do woreczka i znajdującego się w nim romla z poprawionymi kafelkami. Jak się okazało, część z nich została wydrukowana ze złym rewersem, wydawca wyłapał to za późno i dostaliśmy ramkę do podmiany. Do tego momentu jest dobrze… cykam sobie zdjęcia do tego unboxingu, aż tu nagle patrzę, a te cholerne poprawione żetony wyglądają, jakby ich środki były wciśnięte w kafelek! Cholera, kupuję grę ze względu na jej walory artystyczne, a dostaję taką bryndzę… a to nie wszystko – jeden z kafelków wymaga tuningu, bo nadrukowano na nim złe wartości punktów. Jasne, fajnie, są naklejki, ale cholera, nie mam aż tak drobniutkich paluszków, by bez problemów bawić się czymś tak miniaturowym…

Na pocieszenie, w woreczku znajdował się jeszcze odblokowany w ramach bonusu dodatek Polskie Zamki. O dziwo nie było z nim żadnych problemów… Dodatek zawiera po jednej komnacie w każdym kształcie z salami znanymi z polskich zamków (niespodzianka, nie?) i nie tylko – więcej w tym fantastycznym podsumowaniu, które ktoś wrzucił na bgg.

Argh, otwórzmy w końcu te pudło z fantastyczną grafiką na wieku.

Tu jest już o wiele lepiej. Kafelki z nowymi grafikami są fantastyczne, zresztą popatrzcie na zdjęcia. Tym razem czeka was przede wszystkim fotounboxing, bo w końcu głównym powodem dlaczego wsparłem te wydanie, była nowa oprawa graficzna, przygotowana przez Anez. W oryginale gra wygląda dla mnie mniej atrakcyjnie od Suburbii – ale ja jestem w tej niewielkiej grupie, która była urzeczona prostymi budyneczkami na heksach w tym tytule (no i właśnie, Suburbia ma heksy!).

Do jakości kartonu nie ma za bardzo co się przyczepić, ale spokojnie, spotkały mnie za to inne problemy. Po pierwsze, żetony nie za bardzo chciały wychodzić z romli (no, z ramek). Z drugiej strony, patrząc na to ile pustego miejsca było w środku, to może to i lepiej, bo całość nie rozsypała się po pudle… zaczynam doceniać te kartonowe wkładki od FFG.

Po drugie, jeden z arkuszy był… porysowany. Dzięki temu przez kilka celi, jak i przez planszę “nadzorczą” przechodzi wspaniała, głęboka rysa. Piasku w moim kartonie nie zauważyłem, a że była to jedna z wyprasek na dole pudła, to nie mogę zwalić winy na transport – pozostałe komponenty nie miały za bardzo jak jej porysować.

No i trzecia rzecz, która wyszła przy pierwszym tasowaniu kart: część z nich jest zwyczajnie źle wycięta. Na kilku z nich jest bowiem zadzior, który przy tasianiu zużywa bok karty w zastraszającym tempie. Jasne, to raptem kilka kart z kilkudziesięciu, ale jakoś inne wydawnictwa potrafią taką rzecz ogarnąć.

Kurcze, chciałbym napisać coś pozytywnego o tym wydaniu, innego niż “łoooo, wspaniałe ilustracje”, ale ciężko coś wymyślić. Rozumiem, że z każdą z tych rzeczy da się przeżyć i grać z przyjemnością (sprawdzone!), ale płacenie za tak wybrakowany produkt pełnej ceny to kpina. Nie lubię, kiedy odstawia się taką fuszerkę…

No dobra, spróbujmy jeszcze raz poszukać czegoś pozytywnego. Na pewno podoba mi się plansza nadzorcza – jest sensownie zorganizowana, sensowniej niż w Suburbii (bo nie ma idiotycznego pola na pieniądze :P), choć brakuje mi na niej oznaczenia, które pole z ceną wylatuje w grze na dwóch graczy <ok, przyznaję się bez bicia do pomyłki – pole, które wypada na dwóch graczy oznaczone jest subtelną ilustracją. Biję się w pierś i wracam do marudzenia! – Kill>. Jedna ze stron dedykowana jest trójce, a druga czwórce graczy więc dla dwójki dobra by była jakaś ikona przy nieużywanym polu.

Do pozostałych elementów: kafelków celów, kartonowych monet, czy fantastycznego znacznika pierwszego gracza w postaci drewnianego zamku nie mogę się za bardzo przyczepić. Są odpowiedniej jakości i, choć pozbawione oszałamiających ilustracji, nie odstają stylistycznie od kafelków.

Nie ma się co oszukiwać – gdybym wsparł wydanie tego tytułu z gorszymi grafikami, to już dawno leżałby na moim stosiku gier do sprzedania. Jednak dzięki wspaniałym ilustracjom, o które zazdrośni są wszyscy zagraniczniacy, byłem w stanie odciągnąć od kompa nawet moją siostrę! (No dobra, da się ją odciągnąć i innymi grami, ale w ten sposób nie uzyskałbym pożądanego dramatyzmu mojej wypowiedzi.) I póki co to główny powód, by zostawić je w kolekcji – łatwo namówić rodzinę do zagrania w coś ładnego, a nie jakiegoś brzydkiego, abstrakcyjnego potworka…

Kampania Zamków to doskonały przykład, jak zniechęcić ludzi do wspierania takich projektów. Jasne, zawsze może być gorzej – w przypadku kickstartera zdarzyło się już kilka razy, że autorzy zwinęli manatki, a wspierający zostali na lodzie. Ogromne opóźnienie w stosunku do przewidywanego terminu (a od początku ludzie mówili, że termin jest zbyt optymistyczny!), problemy z jakością, sporo elementów do podmiany w „finalnej” wersji… Ja rozumiem, że robią to wszystko zapaleńcy, że pomysł na nowe ilustracje był fantastyczny, ale to nie usprawiedliwia kiepskiego przeprowadzenia akcji.

Pomarudziłem, a wy obejrzyjcie sobie w spokoju kafelki. Ja za to wracam do rozkładania Zamków po raz kolejny, bo te dziwadła architektury prezentują się fenomenalnie…

Killian

7 komentarze do “Zamki Szalonego Króla Ludwika – Unboxing (i marudzenie) #11

  1. pablo

    Łooo… Pojechano po całości… Gratisów na święta nie będzie
    PS. …kkkkkrrrrooooniaaaaaaaa….

    Odpowiedz
  2. Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #662 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja

  3. Michał

    Hej!
    Ja tylko zwrócę uwagę na dwie rzeczy –
    „choć brakuje mi na niej oznaczenia, które pole z ceną wylatuje w grze na dwóch graczy.”
    I zdjęcie niżej jest plansza na której jest ikonka pokazująca które pole w grze na dwie osoby jest nieużywane…

    W temacie porysowanej planszy, nie wiem czy to Ty, czy ktoś inny miał podobny problem, ale jak dobrze kojarzę po mailu sprawę udało się szybko załatwić i porysowaną planszę wymienić. Jeśli to nie była twoja, to pisz do nas na biuro@planszoweczka.pl ogarniemy temat!

    Odpowiedz
    1. Killian Post author

      To musiałem tej grafiki nie zauważyć podczas rozkładania. Z taką kolorystyką to nie trudne, choć tak czy siak – to był drobny problem. Dziękuję za poprawienie!
      A maila posłałem już z tydzień temu (mniej więcej). Ciągle czekam na przesyłkę…

      Odpowiedz
  4. Planszówki we dwoje

    Grając na Gramy zastanawialiśmy się, po co są te małe kafelki o wartości 450 :P. Uznaliśmy, że to może jakiś bonus ze wspieram.to i położyliśmy na te większe o wartości 450. Gra mechanicznie na tyle się nam spodobała, że postanowiliśmy ją zamówić w sklepie, zobaczymy, czy też będziemy mieli takie traumatyczne wrażenia ;).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz