Netrunner: Otwarte Mistrzostwa Polski 2016 – relacja

Autor | 2 października 2016

Mistrzostwa, mistrzostwa i po mistrzostwach! W tym roku po raz drugi wybrałem się na Otwarte Mistrzostwa Polski, by zmierzyć się z innymi graczami z kraju w walce o bilet na Mistrzostwa Świata. Ponownie w podróż wybrałem się janderobusem, ale tym razem nasza śląska reprezentacja była dużo liczniejsza – część dokulała się pendolinami, bo Ślunsk stać. Pozdro dla całej ekipy: Asi, Luinloth, Dawcia, Domana, Hudsona, Jandera, Ravena i Zombiaka!

Na fejsiku DWLC mogliście zobaczyć kilka zdjęć z naszej podróży do Warszawy, które były perfidną próbą wyłudzenia lajeczków. Sama podróż minęła nam na rozmowach na biżące tematy, takie jak “czy zainstalowanie Global Food Initiative albo Medical Breakthrough na Fetalu jest czymś moralnie dobrym”, “czego dzieci nie nauczą się na tylko jednej godzinie biologii tygodniowo w pierwszej klasie”, a także “czy kradzież 9 zł w Subwayu to kradzież i dlaczego” ;-). Jak to mawiają, smurfit kappa.

Smurfit kappa! Oferują papier, paczki i rozwiązania

Smurfit kappa! Wspólne podróże autem odbijają się na psychice

Otwarte Mistrzostwa Polski w Netrunnera

Do Warszawy przybyliśmy już w piątek o na tyle sensownej godzinie, że po zamelinowaniu się w naszym hostelu (Moon Hostel, nawet spoko, biorąc pod uwagę cenę i lokalizację), udaliśmy się na piwo do jednej z lokalnych gralniopijalni. Przywitała nas na miejscu liczna ekipa miejscowych graczy (słownie zero), ale postanowiliśmy ich olać i pograć chwilę z prozzem, sącząc sobie powoli piwo, bo w Warszawie drogo. A tak serio, to wstyd, że na before party nikt więcej nie przyszedł!

Car lag dał się nam (a przynajmniej mi) w końcu we znaki i wszyscy grzecznie pokulaliśmy się spać. W hostelu czekała mnie jeszcze paniczna zmiana kilku kart w decku (zamiana Gordian na Zu i CyCy to była dobra decyzja) i ostatnie pożyczanki, ale to już szczegóły ;-).

Na Politechnikę mieliśmy raptem pół godziny pieszo, a że w sobotę przed 10 Warszawa raczej śpi, to na miejsce turnieju trafiliśmy sporo przed czasem – w sam raz, by przywitać się ze wszystkimi znajomymi, wypić kawę i podrzucić deck listy organizatorom. I tu czekała na nas spora niespodzianka, za którą należy się karny kutas Galakcie.

Każdy z uczestników dostał bowiem karteczkę z przeprosinami i informacją, że ani promo kart, ani mat nie zobaczymy na turnieju (jakimś cudem żetony i jajo dla pierwszego miejsca dotarły). No i miejscem na wpisanie adresu do ich późniejszej wysyłki… Ponabijaliśmy się z Galakty, trochę też pomarudziliśmy (bo organizatorzy dowiedzieli się… dzień przed :/), ale tu mały spoiler – nic złego już się do końca turnieju nie wydarzyło!

netrunneromp2016-02

Co to za relacja bez selfie?

W tym miejscu chciałbym wszystkim osobom odpowiedzialnym za organizację serdecznie podziękować za kawał dobrej i czasem niestety niewdzięcznej roboty. Ważne, że gracze są na końcu wdzięczni :-P. I to nawet pomimo wpadki z brakiem ogłoszenia zmiany terminu odpowiednio wcześnie. Były jakieś problemy z salą, ale informacja o tym pojawiła się bardzo późno. Nikt chyba nie ma za złe samej zmiany, ba, kilka osób pewnie by pomogło w ogarnianiu, gdyby wiedzieli, no ale właśnie – nie wiedzieli. Najważniejsze jednak jest to, że MPki udało się zorganizować i że wyszło super – jeszcze raz wielkie dzięki.

Na turniej zapisało się 48 osób (dużo mniejsza frekwencja jest pewnie związana ze zmianą terminu, niestety), z mniejszą niż rok temu reprezentacją Niemiec, ale za to ze Słowakami i Czechami. O ile dobrze pamiętam. Mieliśmy więc parcie, by nie oddać mistrzostwa w ręce kogoś spoza Polski.

netrunneromp2016-06

Jander przekonuje Zombiaka, żeby nie brał Jinteki

Turniejowa meta po stronie korporacji była niestety zdominowana przez żółty kolor, choć na szczęście nie były to same CtMy. Trochę to smutne, że pomimo ogromnego osłabienia, jakim było ograniczenie astro do jednej kopii na talię, NBNy dalej sobie radzą na tyle dobrze, ze wybiera ich zdecydowana większość graczy. Do top8 trafiły jednak wszystkie cztery korporacje, nawet mój ulubiony Weyland! Było samemu brać Argusa, tak, jak rok temu!

Po drugiej stronie barykady, w obozie runnerów, było już zdecydowanie lepiej – każdy kolor miał zbliżoną reprezentację, i każdy kolor trafił do topki. Temüjin trochę pomógł niebieskim ;-). Szkoda tylko, że dość słabo wypadli Shaperzy, ale w mecie, w której tagi znaleźć można już nawet w lodówce, decki na Personal Workshopach, czy Pitchfork Hayley mają bardzo pod górkę.

Ja zdecydowałem się na zabranie mojej wersji silver bullet Kate, która przeżyła ostatnio sporą rewolucję – straciła hyperdrivery na rzecz bardziej konwencjonalnej ekonomii w postaci Sure Gambli i Daily Castów. Wariant hyperdriverowy spisywał mi się bardzo dobrze w grze na wszystko, co nie było CtMem wrzucającym Sensie Actors Union na stół w pierwszej turze… i jak widać, raczej trafiłem z tą decyzją w turniejową metę ;-).

Na korpa nie miałem ostatnimi czasy pomysłu. Generalnie Weylandy są za biedne na Criminali, a z Argusa zrezygnowałem, kiedy pewien Gabe na jinteki idealnie kontrował wszystkie moje ruchy, bo niestety wariant z sędziami da się ograć. No i do tej decyzji przyczyniła się też Asia, która bez problemu swoim Kenem rozwalała ten deck.

Mój wybór padł więc na HB, które złożyłem dla Joan – wariant z trzema Biotykami heja do przodu! Oprócz tego, że miałem do niego masę pięknych kart z decku mistrzowskiego, to na jego korzyść przemawiał również fakt grania na jednej remotce, co pozwala oblodzić każdy serwer i pokazać środkowy palec Temüjinowi :>.

netrunneromp2016-05

Pozdrawiamy Jandera, a Jander pozdrawia nas! Dobrze, że Dawciu jest milszy

Runda 1 – Wosho

Wosho miał dłuższą przerwę od gry (a przynajmniej tak mówił :-P), ale jest jednym z uznanych graczy, fajnie więc było na niego trafić. Zaczęliśmy od gry z jego korpem i tu popełniłem niezłą wpadkę. Zauważyłem fioletowe, zauważyłem, że jakieś inne niż EtF i niestety założyłem, że to jakieś Cerebral Imaging wygrywające w jedną turę… niestety było to Custom Biotics z Hard-Hitting Newsami :-P

W początkowej fazie straciłem więc tempo pozbywając się tagów, na szczęście nie oberwałem z niczego ciekawego. Oddałem niebroniony Vanity Project, bo byłem kapkę biedny, a Wosho miał już zescorowanych Domestic Sleepers. W końcu jednak wykopałem się z finansowego bagna, zacząłem nawet coś skakać, a Rumor Millem BOOM wyjąłem 6 punktów ze śmietnika. Tylko ja głupi źle sobie kredyty policzyłem i dostałem Sea Sourcem w twarz (brakowało mi jednego albo dwóch, żeby być bezpiecznym). Exchange of Information podmieniło Sleepersów, a ja pożegnałem się ze zwycięstwem. Cóż, mój błąd.

Na szczęście odegrałem się moim HB Pogromcą Criminali. W kluczowym momencie Woshowi zabrakło kredyta do usunięcia Crisium Grid, przez co Legworkiem nie trafił w ostatnią agendę. Biotic i do przodu, ale było blisko – następnym razem muszę się bardziej pilnować.

1-1, 3 punkty

Runda 2 – Paweł

W drugiej rundzie trafiłem na Pawła z Wrocławia, którego nazwisko jest strasznie podobne do mojego ;-). Przysporzyło to kiedyś trochę problemów na Regionalsach, ale od tego czasu już wiem, żeby dokładnie patrzeć na paringi (albo podawać wszędzie ksywę).

Paweł przyjechał z HB EtF, ale trochę innym, niż mój. Miał kampanie reklamowe, NEXTy i przede wszystkim mniej Bioticów, więc jego jedyną nadzieją było wygranie zanim się rozłożę. Nie zdążył ;-). Założyłem w końcu R&D locka Indexingami i wykradłem brakujące punkty, nie pozostawiając szans przeciwnikowi. Fakt, że w zwycięstwie bardzo pomogły mi odpalone Beta Testy, z których spadły dwie agendy – wydaje mi się, że było to niepotrzebne ryzyko.
Druga gra była dla mnie kapkę gorsza. W teorii Habecja powinna się dobrze spisywać na Anarchów, ale w testach zawsze wychodziło mi, że jakimś cudem takie gry przegrywałem… i tak też było tym razem. Medium dig > Biotic. Wydaje mi się, że to jedna z tych gier, które mogłem zagrać lepiej i obstawić centralki sensowniej, żeby nie pozwolić na tak głębokie kopanie w moim R&D.

2-2, 6 punktów

netrunneromp2016-09

Wszyscy patrzą na ekran, na którym nie ma śmiesznych zdjęć z kotami. Dziwne

Runda 3 – Dagguh

Jeśli miałbym wręczyć nagrodę za najprzyjemniejszą grę turnieju, to powędrowałaby pewnie do Dagguha. No homo i takie tam, ale to jedna z tych gier, które się pamięta latami i przez które nasze netrunnerowe community jest takie fajne. Pogadaliśmy sobie w trakcie gry trochę o fluffie, przebiegłem kilka razy przez Heimdalla 2.0 płacąc za każdym razem raptem 6 kredytów (Paperclip jest ciut gięty na niektóre ICE’y…) i tak Indexingi wygrały mi grę. Dagguh wziął wombo-combo deck z Surat City Grid i Brain-Taping Warehouse, ale niestety – deck, któremu ledwo wystarcza kasy na walkę z CtMem ma jej aż zbyt dużo na trashowanie assetów u jakiejkolwiek innej korporacji…

W drugiej grze zmierzyłem się z Geistem, moim ulubionym Criminalem, którym grałem na poprzednich Mistrzostwach Polski (zanim wyszły Tech Tradery i Geist stał się modny!). W tej grze ustawił mnie Targeted Marketing, który na stół trafił albo w pierwszej turze, albo w drugiej i nie zniknął z niego praktycznie do końca gry. Najpierw kontrował Tech Traderów, potem Leviego i na końcu Spy Camery, a kasa, którą zarobiłem na kamerkach pozwoliła mi nagrać wspaniałe filmiki na jutuba o scorowaniu agend przy pomocy Biotica.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że źle się czułem z przejechaniem 2-0 kogoś tak fajnego :/

4-2, 12 punktów

Runda 4 – Dome

W końcu udało mi się trafić na jednego gracza z zagranicy, a traf chciał, że był to Niemiec. Kiedy zobaczyłem po drugiej stronie CtMa, to nie byłem zbyt szczęśliwy, a jak dowiedziałem się, że czeka mnie jeszcze gra na Shapera, to w ogóle posmutniałem, bo Clot i R&D lock. Na szczęście usłyszałem słowa otuchy ze stołu obok (thx prozz), podwinąłem mentalne rękawy i zacząłem tasować talię Kate.

Kurczaczek, mój deck był całkiem nieźle ztechowany na CtMa, ale tym razem zagrał perfekcyjnie. Dużo kasy, szybki Rabbit Hole i kwiatki/łamacze, za którymi nie musiałem specjalnie szukać, dały mi taką przewagę, że od połowy gry kompletnie kontrolowałem sytuację na stole. Trochę Indexingów i po grze.

Mecz z Kate nie był jednak taki trudny dla mnie. Głównie zawdzięczam to jednak przeciwnikowi, który mając Clone Chipy, kwiatka i łamacze na ręce, przez bardzo długi czas kopał za… Magnum Opus. Pamiętam, jak zastanawiałem się, jakie Dome ma karty na kasę poza Temüjinami, bo był biedny, jak mysz kościelna i nawet pomimo Cyber-Cyphera wejście na serwer z dwoma Turingami nieźle go taxowało. Mimo wszystko nie chciałem lekceważyć przeciwnika i Clota, więc zmyślną instalacją Crisiuma wymusiłem bieg w remotkę, który zrujnował finanse runnera. Biotic ftw ;-)

6-2, 18 punktów

Runda 5 – Hadrian

Ostatnia runda, patrzę na wyniki i… mam 7 miejsce. De fak. To znaczy, że gram o topkę! Szybki rzut okiem na liczbę punktów mojego przeciwnika i listę osób, które miałyby szansę mnie wyprzedzić, i było jasne – ID raczej nic mi nie da. Zaproponowałem je jednak Hadrianowi pół-żartem, ale obaj zdawaliśmy sobie sprawę, że jedyne, co nas interesuje to zwycięstwo 2-0.

Rzut żetonem zdecydował, że Hadrian zaczął od gry CtMem. Zacząłem z idealną ręką – MOpus, Casty i Sure Gamle, które pozwoliły mi mieć masę kasy, niestety mój przeciwnik też nie próżnował i zarabiał ile fabryka dała. Gorzej jednak miała się sprawa z łamaczami, bo nie bardzo miałem czas kopać za nimi, a kwiatki ani Clone Chipy nie wchodziły w takiej liczbie, która by mnie satysfakcjonowała. Popełniłem w tej grze sporo błędów, takich jak puszczenie ze stołu Beala i Astro, no i dałem sobie wbić Breaking Newsa i Closed Accounts… Wyszło moje nie ogranie.

W drugiej grze trafiłem na kolejnego Anarcha i to do tego moją znienawidzoną Valencię. Nie dość, że czułem, że ten matchup mam słabszy, to jeszcze trafiłem na Valencię… Niby mając Biotici nie potrzebuję remotki do punktowania, ale wiadomo jak to bywa – nie zawsze karty podejdą tak, jakby się chciało. I tak też było w tym przypadku, kiedy kisiłem w ręce dwa Biotici, a dopierałem same Global Foody :/. Próbowałem nawet jednego zescorować ze stołu, ale Hadrian świetnie mnie czytał i Blackmaile leciały dokładnie wtedy, kiedy powinny. Mógłbym jeszcze uratować jakoś sytuację, ale skok z Medium (co gorsza bez żadnych znaczników) zakończył moje marzenia o wejściu do topki…
6-4, 18 punktów

netrunneromp2016-14

Powiem wam, że gry z topki oglądało się z zapartym tchem

Topka… och wait :(

Ostatecznie uplasowałem się na 16 pozycji, dzięki czemu wygrałem komplet bling-bling żetoników do advancowania agend. Szkoda tylko, że ostatnimi czasy bawię się tylko fast advancem, gdzie te znaczniki są o kant dupy rozbić :-P. Ale są na szczęście na tyle zwyczajne, że da się je wykorzystać do czegokolwiek i mam się czym chwalić.

Trochę żałowałem mojego słabego występu w ostatniej rundzie, ale pocieszam się tym, że z Górnego Ślunska lepszy ode mnie był tylko Raven, który stał się jeszcze sławniejszy dzięki grze na Matuszczaka w topce. Ostatecznie turniej wygrał Selverin, który został Mistrzem Polski po raz trzeci – gratulacje! Niezły wyczyn :-). Warto tu wspomnieć, że zwycięzca (poza biletem na Mistrzostwa Świata) zgarnął jeszcze jedną, prestiżową nagrodę – matę namalowaną przez DonMakarona. Wyglądała obłędnie i żałuję, że nie postarałem się bardziej, by ją wygrać! Już pal sześć ten bilet :P

netrunneromp2016-15

Raven jak zwykle nie potrafił zachować się przed aparatem ;-)

Pozwolę sobie jeszcze na kilka słów komentarza odnośnie moich talii. Z HB wywaliłbym Sherlocka, ani razu go nie zrezowałem podczas całego turnieju, bo zwyczajnie… był za drogi. Quicksandy były trochę przereklamowane, ani razu nie urosły to jakiejś sensownej, taxującej siły, choć prawie zawsze lądowały na R&D (zwykle ginęły od pasożyta, pojawiały się zbyt późno, albo runner po prostu skakał przez nie tylko, jak musiał). Szkoda natomiast, że ani razu nie udało mi się zainstalować Agresywnej Sekretarki – w większości gier to runner trafiał w nią najpierw w R&D. Zawsze tak jest z fajnymi kartami :-P.

W Kate nie wiem za to, co bym zmienił. Może wrzucił jednego The Maker’s Eye albo R&D Interface, bo czasami przejście przez R&D dwukrotnie było problematyczne… Generalnie jestem strasznie zadowolony z tego decku, szczególnie po wymianie Gordiana na Zu, którą to doradzali mi Jander i Sabina. A jeszcze bardziej zadowolony jestem z tego, że dorzuciłem do tego CyCy, który parę razy uratował mi tyłek. Szkoda trochę, że mój hyperdriverowy twór nie sprawdził się na tyle, bo wtedy mógłbym pokazać deck i powiedzieć: “patrzcie, to mój pomysł”. Tak to niestety muszę przypisać sobie łatkę netdeckowca :-(.

netrunneromp2016-16

Gratulacje dla Mistrza Polski!

Turniej piknikowy

Drugiego dnia odbył się standardowy już turniej pocieszenia. Zabrałem na niego dodatkowe decki, może nie tak bardzo hipsterskie, jakich można by oczekiwać na tym turnieju, ale z racji tego, że nie potrafię grać niebieskim i żółtym, to uznałem, że to dobra okazja na poćwiczenie. Wybrałem więc Leelę i Sola, które przydały się też poprzedniego dnia, by pożyczyć Temüjiny potrzebującym.

W turnieju piknikowym, jak go sobie ochrzciliśmy w śląskim gronie, miałem ogromnego pecha. I nie mam tu na myśli kiepskich wyników (bo były kiepskie). Gorsze było to, że dwa razy trafiłem na swoich (przy jakichś 20 graczach), a co więcej – swoich z auta. Dodajcie do tego fakt, że topka była strasznie ciekawa w tym roku (tyle różnych decków!), i że turniej towarzyszący trwał dłużej, niż topka i… nie zdziwicie się chyba, że umierając z głodu, zdropowałem z turnieju pocieszenia.

No dobra, nie będę też ukrywał, że przegrana z Hudsonem też miała wpływ na tę decyzję :-P. Poza nim grałem też z Sabiną (2-0) i 5N00P1m z Berlina, jeśli dobrze pamiętam (0-2). Ta ostatnia gra była dość wyrównana i Leelą pokonałbym HB na Mandatory Upgrades, gdyby nie fakt, że nie potrafiłem trafić żadnej z dwóch agend w ręce (przy czterech kartach). Bywa :-P.

netrunneromp2016-10

Uważajcie na komórki

Coś się kończy, coś się zaczyna

To był bardzo ciężki okres dla Netrunnera i dla mojej fascynacji tą grą. Dominacja Fausta i Whizzarda przez większość sezonu była nudna i męcząca, co dobitnie można było usłyszeć podczas naszego komentarzu gier z tegorocznych Regionalsów. Na szczęście nowy cykl i zmiany na MWL wprowadziły trochę świeżości po stronie runnerów. Pozostało nam poczekać, aż sytuacja wyrówna się i po stronie korporacji, która w tej chwili – ciągle – zdominowana jest przez różne odcienie żółtego. Breaking News dalej jest zbyt mocny, szczególnie w porównaniu z innymi agendami 1/2. Niemniej widać, że coś się w końcu zmienia na lepsze i na całe szczęście MPki trafiły już w ten lepsiejszy okres.

Jaka by nie była meta, to moja przygoda z MPkami już się niestety zakończyła. W tym miejscu chciałbym jeszcze raz podziękować organizatorom za świetny turniej (nie wiem czemu, ale było o wiele przyjemniej, niż rok temu), całej ślunskiej ekipie za zbyt wiele rzeczy, by je tu wymieniać (no dobra, wyminię tylko Domana, który podzielił się z nami swoją wspaniałą pasją), wszystkim moim przeciwnikom za dobre gry i każdemu, komu chciało się przyjechać na MPki za to, że mu się chciało. Do zobaczenia za rok!… na L5K :-P

No i oczywiście na Netrunnerze!

Killian

PS. Dla zainteresowanych wyniki turnieju dostępne są TUTAJ.

2 komentarze do “Netrunner: Otwarte Mistrzostwa Polski 2016 – relacja

  1. Maciej Kwidziński

    GG
    Pierwszy raz grałem na MPkach. Rozgrywki były różnorodne i ciekawe. Mimo opresywności CtM, czułem że mam wpływ na grę. Boardstate wymagał podejmowania trudnych decyzji, a przeciwnika nie można było ignorować ani przez turę. Netrunner nadal jest bardzo interaktywny, nawet gdy jeden z graczy dominuje. Zdarzają się spektakularne akcje jak np. runnerem oberwać HHN + False Lead, po czym dobrać 5 kart w turze korpo, by wytrzymać double Scorched (bez Hoppera).
    Dobra gra

    Odpowiedz
  2. Pingback: Netrunner: Otwarte Mistrzostwa Polski 2016 – wideorelacja – DWLC – blog o grach planszowych i fabularnych

Dodaj komentarz