Lords of Xidit – Zagrałem w Unboxing #7

Autor | 26 grudnia 2014

Dzisiejszy Unboxing będzie oszukany, ponieważ przemycę w nim trochę wrażeń z pierwszej rozgrywki… Bo to po niej postanowiłem, że muszę mieć własny egzemplarz. Czy słusznie? Okaże się po kilku, kilkunastu partiach. Mam szczerą nadzieję, że tak. Ale póki co rzućmy okiem na zawartość pudełka z…


Lords of Xidit

Xidit to fantastyczny świat, który po raz pierwszy (chyba) został wykorzystany w grze Pory Roku (Seasons). Dawno, dawno temu zagrałem w nią i o grze zapomniałem – w ogóle nie przypadła mi do gustu. Jedyne, czego nie mogłem jej odmówić, to intrygującego i dziwnego stylu graficznego, choć ten nie przypadnie każdemu do gustu. W sumie sam do tej pory nie wiem, czy mi się podoba, czy nie… Kiedy więc pojawiły się informacje o strategii w tym świecie, olałem je kompletnie. Jakiś czas później Tufa i Macok przynieśli Lordów nie-z-Waterdeep na granie i zachwycony pierwszą partyjką, pobiegłem (metaforycznie) zamówić swój egzemplarz. Spowodowały to dwie rzeczy: prosta pod względem zasad, ale przyjemna (i przy okazji strasznie stresującą) rozgrywka polegająca na jednoczesnym planowaniu akcji, a także jakość wydania (choć tu pojawi się pewne „ale”).

Zacznijmy od wrażeń, żebyście musieli więcej scrollować do samych zdjęć :-] Z czym mamy więc do czynienia? Jak już napomknąłem, jest to gra, w której wszyscy gracze jednocześnie i w tajemnicy przed innymi planują sześć akcji na całą nadchodzącą rundę, a następnie wykonują je zaczynając od pierwszego gracza. Gracze mogą łazić po mapie, rekrutować jednostki w miastach, ubijać stwory zagrażające innym miastom, a także… czekać. Po co? Bo kolejność ma znaczenie. O ile po ubiciu potwora znika on z planszy (więc tam lepiej być pierwszym), to jednostki rekrutuje się od najsłabszych, do najmocniejszych. Żeby zdobyć więc cennych kapłanów czy magów, trzeba przewidzieć, co zrobią w swoich kolejkach pozostali gracze. Akcji nie ma może zbyt wiele i zwykle widać co, kto i gdzie chciałby zrobić, dlatego umiejętne blefowanie i zaskakiwanie przeciwników, połączone z trafnym przewidywaniem tego, co zrobią oni, to klucz do zwycięstwa.

To co mnie jednak urzekło najbardziej, to finał rozgrywki, czyli określanie zwycięzcy. W każdej grze losuje się kolejność punktowania w trzech kategoriach: bogactwie (hajsy), sławie (im więcej bardów o nas śpiewa, tym lepiej) i wpływach (w gildii magów). Poczynając od pierwszej kategorii, eliminuje się gracza z najniższym wynikiem – nawet jeśli wygrałby w pozostałych kategoriach! Wymusza to pilnowanie innych graczy przez całą rozgrywkę, bowiem nie wszystkie informacje są jawne (choć jak ktoś ma świetną pamięć, to nie będzie miał z tym żadnego problemu). No i głupio odpaść na samym początku, szczególnie przy grze na trzy osoby, w której bierze udział wirtualny gracz. Tak, on też może kogoś wyeliminować, prawda Tufa? :P

Tyle z wrażeń, na więcej musicie poczekać do recenzji. Przejdźmy więc do dania głównego, czyli Unboxingu. Zacznijmy jednak od początku, czyli od pudełka. Dzięki użyciu ciepłych, jasnych barw rzuca się w oczy na półce, a ilustracja na przodzie przyciąga uwagę i obiecuje, że czeka nas fantastyczna przygoda (w przeciwieństwie do grubasa z Osadników: Narodzin Imperium…). To bardzo dobre rozwiązanie jeśli chce się sprzedać grę.

Pozytywnie zaskakuje też waga pudełka, które jest sporo cięższe od konkurencji. I jak się przekonacie, nie jest to cegłówka w środku. Zawsze dobrze jest poczuć, że wydaje się pieniądze na coś konkretnego (tak, Lordowie Waterdeep, patrzę na was!). Żeby nie było jednak za dobrze, pudełko ma pewne wady. Przede wszystkim, po postawieniu Lords of Xidit na innych pudełkach okazuje się, że jest o pół centymetra mniejsze. No ja pierdzielę, pierdoła, ale jak to dziwnie wygląda – jestem zwolennikiem standaryzacji pudełek (i żałuję, że tylko FFG korzysta z tych średnich pudeł, w jaki zapakowano np. Znak Starszych Bogów czy Infiltrację). Oprócz tego karton, w który zapakowano LoXa jest cieńszy i wydaje mi się, że ciut się odkształcił. Ponownie mamy do czynienia z pierdołą, ale skoro to zauważyłem, to coś jest z tym pudłem nie tak.

Na szczęście dalej jest już tylko lepiej (z jednym zgrzytem, ale do tego dojdziemy). Tak, tak, Lords of Xidit jest niesamowicie wydane. Zacznijmy od planszy – ogromna i przejrzysta, przyciąga uwagę, ale jest zbyt wielka. Dzięki pustym przestrzeniom można niby bez problemu zobaczyć ile dokładnie żetonów bardów jest w każdym rejonie (kto ma ich najwięcej zdobywa potem więcej punktów w tej kategorii, ot zwykły mechanizm kontroli terenów), ale i tak większość miejsca jest niewykorzystana. Spodobały mi się za to tory do uzupełniania miast i potworów. Na pierwszy rzut oka, bez zaglądania do instrukcji, można domyślić się do czego służą – a to zawsze plus, jeśli komponenty gry są „samowyjaśnialne”, bo mniej rzeczy trzeba pamiętać.

W Lords of Xidit pokierujemy losami jednego z Idrakisów, spadkobierców największych królestw świata Xidit. Do wyboru jest pięciu czempionów: pan Muszelka, pan Dziurawiec, pani Foch, pan Genericus Fantasius Princus oraz pan Niebieska Parówa. Doprawdy, zacne do grono i w zasadzie każdym poza zwyczajnym pięknisiem chciałbym zagrać… Na szczęście jedyną różnicą między nimi jest kolor i wygląd, dlatego spokojnie można wymieniać się bohaterami między grami. Serio, ten, kto ich wymyślał musiał się dobrze bawić i był nieco zakręcony, ale doskonale komponuje się to z luźnym podejściem do tematu zbawiania świata po raz kolejny.

W zestawie każdego gracza znajduje się zasłonka na złoto i jednostki, kartonowy znacznik postaci do łażenia po planszy (czemu nie figurka?! Tego nie zrozumiem…), żetony bardów (nic specjalnego), plastikowe piętra wieży magów do oznaczania wpływów w Gildii… i plansze z obrotowymi dyskami (w kształcie zębatek, żeby łatwiej je obracać) do planowania ruchów. I tu wystąpił pewne zgrzyty, choć żadna zębatka nie zahacza nawet o drugą. Po pierwsze, sposób składania obrotowej tarczy mógł być dużo lepszy. Każdemu wciskanemu w karton bolcowi towarzyszył bowiem ból niszczonej gry i choć nie widać tego za bardzo, to mam świadomość, że całość nie poszła tak gładko, jak powinna. Zastosowanemu rozwiązaniu daleko do tego, którego w swoich grach używa FFG, a szkoda.

Po drugie i najgorsze, w egzemplarzu, w który grałem pierwszy raz, brakowało dziurek na elementach dla piątego gracza. Ja miałem więcej pecha – wadliwy był arkusz z dwoma planszami i prawie połową dysków, czyniąc grę praktycznie bezużyteczną. Szybki mail do wydawcy załatwił sprawę, o czym pisałem tutaj. Jeśli zdecydujecie się na zakup tej gry, to miejcie na uwadze, że możecie nie zagrać od razu po otwarciu pudełka.

To nie koniec kartonowych elementów, które znajdziemy w pudle. Z romli przyjdzie wam wycisnąć standardowe, nie wyróżniające się niczym piniądze, a także żetony zamków/potworów, dodatkowe znaczniki i plansza wirtualnego gracza (służące do rozgrywki trzyosobowej) oraz domek. Zaraz, jaki domek? Ano taki fajny, z dziurkami na żetony. Kładzie się go na centralnej lokacji, z którą graniczy najwięcej miast. Każdy bard, którego gracz zdecyduje się przypisać do tej lokacji, trafia do domku, przez co trzeba pamiętać ile kto ich wciepał. Niby nic specjalnego, ale jest to tak nie mam pojęcia skąd wyjęty pomysł, że sprawia mnóstwo frajdy – przynajmniej mi.

Jednak najważniejszymi kartonowymi elementami są dwustronne żetony miast. Jedna ze stron służy do rekrutowania jednostek i wygląda kiepsko, bo to jedynie symbole przedstawiające jednostki i jakieś szare byle co, to potwory żywcem (a przynajmniej większość z nich) wyjęto z Seasons. Ilustracje je przedstawiające są utrzymane w mroczno-baśniowo-dziwacznej stylistyce i przynajmniej część z nich kojarzy się z komputerowymi modelami, które nieudolnie próbowano przerobić na niby-rysowane. Może się to komuś podobać, może nie, grafiki są po prostu specyficzne. Sam nie wiem, co o nich myślę… Szkoda tylko, że są małe, ale z drugiej strony żetony w takim wypadku musiałyby być ogromne. Najważniejsze, że od dobrze widać z daleka wymagane do pokonania jednostki, a także nagrody za ubicie potworów.

Figurki za to są czymś, co zawsze przyciąga moją uwagę (ach, te bitewniakowe korzenie). Niby nie powinny być najważniejszą częścią gry, ale przykład dany przez innych Lordów (tych z Waterdeep), dobitnie pokazuje, że drewienka nie są idealne do budowania klimatu. Chyba, że ktoś lubi wysyłać do Podmroku marchewki i wungiel. Nikogo nie powinno więc dziwić, że bardzo ucieszyłem się widząc w LoXie wór pełen małych, kolorowych figurek. Jest ich pięć rodzajów: farmerzy, elfy-łucznicy, wojownicy, kapłani i magowie. Pozostawię wam dopasowanie do nich kolorów ;-) Co jednak najważniejsze, miniaturki są pełne detali i nie zauważyłem na nich żadnych skaz produkcyjnych. Wykonane są z elastycznego tworzywa (które nie jest obrzydliwe w dotyku), dzięki czemu nie powinny się połamać, czy to w worze, czy podczas gry.

Choć Lords of Xidit nie należy do tanich gier, to moim zdaniem oferuje za swoją cenę naprawdę dużo: kilkadziesiąt figurek i sporo kartonu powoduje, że pudło ma swoją wagę, a to zawsze pomaga uspokoić sumienie po kolejnym wydatku. Największą wadą zewnętrznej strony LoXa jest brak figurek bohaterów, bo te kartonowe znaczniki… No, fajne są, ale patrząc na jednostki robi się smutno. Na minus trzeba też zapisać sporą szansę na wadliwy egzemplarz, ale z rozpatrzeniem reklamacji przez Wydawnictwo REBEL.pl nie powinno być żadnych problemów.

Tym, co spowodowało, że sięgnąłem do portfela (metaforycznie), były jednak nie figurki (no dobra, trochę były…), ale przede wszystkim emocje towarzyszące rozgrywce. Wyścig z botem, pełniącym funkcję czwartego gracza jest naprawdę stresujący (w końcu wstyd z nim wdupić). Mam nadzieję, że tak samo radośnie będzie podczas gry w pełnym, pięcioosobowym gronie. Nie jest to w żadnym wypadku straszny mózgożer, ale wymaga jednak skutecznego przewidywania ruchów przeciwników i uwzględnianiu ich w swoich planach. Ja oczywiście takie tytuły lubię więc mam nadzieję, że nie będę żałował zakupu (jak to ma miejsce z Pretorem…).

Killian

Jeden komentarz do “Lords of Xidit – Zagrałem w Unboxing #7

  1. Pingback: XCOM: The Board Game – Szorty #12 - DWLC - blog o grach planszowych i fabularnych

Dodaj komentarz